Kazimierz Drozd, wiceprzewodniczący Rady Miasta / Fot. B. Witkowski/UMB
– Ktoś może mieć inne zdanie, ale uważam, że jakkolwiek by nie patrzeć, to wydarzenia bydgoskie promują miasto. Zaproponowałem radnym, żeby rok 2026 upamiętniał tamte zdarzenia. Tak się stało. Dlaczego o tym opowiadam. Jest szansa, że tegoroczne obchody będą bardziej obiektywne, niż bywało to dawniej.
– Podczas zawieszenia wiechy na czwartym kręgu opery spotkałem się z Janem Rulewskim i znowu wróciliśmy do wydarzeń marcowych. Zaproponowałem radnym, żeby ten rok upamiętniał tamte zdarzenia. Tak się stało – mówi wiceprzewodniczący Rady Miasta Kazimierz Drozd – Powiedziałem, że przez lata pomijano zespół młodych radnych, którego zaangażowanie nie zostało docenione. Opowiedziałem mu o kilku sprawach, o których dziś rozmawiamy. Później długo rozmawialiśmy przez telefon. Okazało się, że Jan Rulewski ich nie znał. Rozmawiałem z wojewodą, wyraził zgodę na patronat nad 45 rocznicą wydarzeń marcowych, ustaliliśmy termin i doszło do spotkania – dodał radny z Lewicy.
19 marca 1981 – Bydgoszcz
45 lat temu, 19 marca 1981 roku w siedzibie Wojewódzkiej Rady Narodowej zostali pobici Jan Rulewski, Michał Bartoszcze i Mariusz Łabentowicz. Byli w delegacji „Solidarności”, która domagała się legalizacji NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych. Cała ta sytuacja i jej następstwa noszą nazwę Wydarzeń Marcowych.
Od 11 lutego premierem był wtedy Wojciech Jaruzelski, który zaapelował o 90 dni spokoju. W połowie marca rozpoczęły się w Polsce ćwiczenia Sojuz ’81, armii krajów Układu Warszawskiego. Opozycja solidarnościowa domagała się zalegalizowania związku zawodowego „Solidarność” Rolników Indywidualnych.
W Bydgoszczy od 16 marca trwał protest rolników, którzy zajęli siedzibę ZSL, sojusznika PZPR, przy ul. Dworcowej 87. Domagali się rejestracji rolniczej Solidarności. Poparł ich NSZZ Solidarność z szefem Zarządu Regionu Bydgoskiego Solidarności Janem Rulewskim. Delegacja tego związku udała się do Urzędu Wojewódzkiego, gdzie odbywała się akurat sesja Wojewódzkiej Rady Narodowej. Tam pobito 19 marca związkowych działaczy.

Działacze Solidarności podczas sesji WRN – z lewej Jan Rulewski i Antoni Tokarczuk / Materiały z Archiwum IPN
O wydarzeniach z obrad Wojewódzkiej Rady Narodowej opowiada Kazimierz Drozd, wiceprzewodniczący Rady Miasta Bydgoszczy, inicjator tegorocznego upamiętnienia Bydgoskiego Marca ’81. 45 lat temu kierownik wydziału organizacyjnego zarządu wojewódzkiego Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej oraz rzecznik tzw. młodych radnych.
– Podczas obrad rady wojewódzkiej, radny Andrzej Młodecki, wtedy dyrektor oddziału wojewódzkiego Narodowego Banku Polskiego mieszczącego się w sąsiedztwie kościoła klarysek (dziś Wyższa Szkoła Nauk o Zdrowiu) złożył wniosek o przerwanie obrad w jednym z punktów. Ale przewodniczący sesji przegłosował zamknięcie całej sesji, z czego wzięła się awantura – mówi Kazimierz Drozd. – Młodzi radni na czele z Kazimierzem Gawińskim, Zbigniewem Bartlem, Włodzimierzem Ciepłym i Mirosławem Kielnikiem, wtedy szefami związków młodzieży (ZSMP, ZMW, ZSP, ZHP, Koła Młodzieży Wojskowej) chcieli kontynuacji obrad i uważali, że wszystko trzeba wyjaśnić.

Natomiast stronie „Bydgoski marzec”, pod datą 27 marca (autorem kalendarium jest Jan Rulewski) znajduje się wspomnienie: „Do Warszawy udali się młodzi radni WRN w Bydgoszczy: Zbigniew Bartel, Włodzimierz Ciepły, Kazimierz Gawiński, Mirosław Kielnik, Eugeniusz Kuziemski, Edmund Mizerski, Czesław Myszka i Włodzimierz Szymański. Bezpośrednią przyczyną wyjazdu było negatywne przyjęcie przez niektórych radnych wystąpienia wiceministra Jana Jabłońskiego na drugiej części VI Sesji WRN w Bydgoszczy 26 marca oraz przyjęta na niej uchwała zobowiązująca do szybkiego przekazania określonych dokumentów rządowi. Radnych przyjął wicepremier Mieczysław Rakowski. Podczas spotkania radni zapoznali wicepremiera ze swymi uwagami do udostępnionego im wcześniej Raportu Komisji Rządowej. Przekazali też komplet dokumentów: sprecyzowane 19 marca stanowisko 45 radnych, którzy nie opuścili sali sesyjnej po przerwaniu obrad, komunikat sformułowany wspólnie z przedstawicielami MKZ NSZZ „Solidarność” w Bydgoszczy, relację młodych radnych o przebiegu wydarzeń 19 marca, stanowisko Wojewódzkiego Zespołu Młodych Radnych i tekst oświadczenia jego przewodniczącego Kazimierza Gawińskiego na drugiej części VI Sesji WRN”.
Mirosław Kielnik tak wspomina spotkanie z wicepremierem: – Mieczysław Rakowski zrobił nam wykład o złożoności i skomplikowaniu sytuacji w Polsce. Chyba był zaskoczony naszą relacją i tym, że w ogóle dotarliśmy do Urzędu Rady Ministrów. Mówił nam o punktach zapalnych i napięciach w kraju. Wysłuchał naszych relacji i stwierdził, że mają zasadnicze znaczenie dla ich oglądu tej sprawie. W komunikacie było to napisane. Wicepremier Rakowski podziękował nam za zaangażowanie. I tyle.
– Postulat założenia NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych padł dzień wcześniej i przełożył się na sesję WRN-u – wspomina Kazimierz Drozd. – „Solidarność” zaprosiła wszystkich chętnych na sesję i to był pierwszy punkt konfliktu, ponieważ nie było takiej fizycznej możliwości, żeby wszyscy się zmieścili. Wypaczenia informacji zdarzały się wszystkim stronom, każdy chciał ugrać coś swojego – dodaje Kazimierz Drozd. – A młodzi radni, jako idealiści, chcieli o tym wszystkim opowiedzieć.
Kazimierz Drozd: – W przeddzień wyjazdu do Warszawy spotkało się kierownictwo zespołu młodych radnych. W pewnym momencie Kaziu Gawiński, przewodniczący zespołu poprosił mnie, żebym poszedł do banku naprzeciw kościoła, żeby przedstawić załodze realia zajść w WRN-ie. Akurat odbywało się spotkanie z dyrektorem Andrzejem Młodeckim, który był radnym obecnym w WRN-ie. Zarzucano mu, że całe zamieszanie powstało przez niego. Bankowi strażnicy nie chcieli mnie wpuścić, ale po wyjaśnieniach znalazłem się w sali na pierwszym piętrze, gdzie obradowało kierownictwo zakładowej „Solidarności”, dyrektor i radny Andrzej Młodecki oraz kilkudziesięciu pracowników. Kiedy już się przedstawiłem, przewodniczący zebrania powiedział, że wypracowali już stanowisko i nie potrzebują żadnych informacji. Ktoś rzucił, że skoro jestem, to może jednak opowiem, co się wydarzyło. Powiedziałem, że Andrzej Młodecki zgłosił wniosek dotyczący przerwania jednego punktu, a nie całej sesji. To przewodniczący prowadzący obrady przegłosował ten wniosek jako przerwanie sesji. Natomiast Andrzej Młodecki, zdaniem zespołu, nie jest niczemu winien. Wyglądało mi na to, że w NBP chcą usunąć dyrektora Młodeckiego ze względu zachowania na sesji, co naszym zdaniem było nieadekwatne do zdarzeń. Ostatecznie załoga uznała, że skoro wydarzenia miały inny przebieg, to kończą zebranie i rozchodzą się bez przyjęcia stanowiska.

Kazimierz Drozd: – Przerwana sesja została po jakimś czasie dokończona. Na drugą część szóstej sesji przyjechało wielu dziennikarzy z całego kraju. Czekali w tzw. sali portretowej Urzędu Wojewódzkiego. Sala była nagłośniona, ale w pewnym istotnym momencie nagłośnienie padło, jakby ktoś je odciął. Dziennikarze podnieśli rumor, a tylko radny mógł zgłosić przerwanie sesji do czasu ponownego nagłośnienia. Jako rzecznik nie mogłem przebywać na sali sesyjnej, ale podszedłem chyba do Zbigniewa Bartla lub Kazia Gawińskiego i poinformowałem, że dziennikarze nie słyszą obrad. Wniosek został zgłoszony, sesja przerwana, nagłośnienie wróciło.
Rozmowa z radnym Kazimierzem Drozdem – styczeń 2026
Roman Laudański: – Jak pan patrzył na to co się działo podczas Bydgoskiego Marca 1981?
Kazimierze Drozd: – Chcieliśmy coś zmienić. Byliśmy zaangażowani w to, żeby żadna ze stron nie przekręcała tych wydarzeń. Jako młodzi, którzy byli w środku wydarzeń, obserwowali je, chcieliśmy być bliżej prawdy. Wydaje mi się, że gdyby przedstawiciele „Solidarności” od razu wyszli z sali sesyjnej, to byłoby – mówiąc po młodzieżowemu – pozamiatane. Nie byłoby tej zadymy, ściągania ZOMO.
– Ma pan wątpliwości po czyjej stronie była racja? Byli pałowani, jak Jan Rulewski, Michał Bartoszcze i Mariusz Łabentowicz oraz pałujący – pod dowództwem majora Henryka Bednarka, szefa ZOMO.
– Po żadnej ze stron, to moje prywatne zdanie. Każdy ciągnął i przekręcał wydarzenia w swoją stronę. Jedni sobie wymyślili, że po zamknięciu sesji na sali nie powinni znajdować się obcy ludzie – choć młodzi radni zostali. Ci z „Solidarności” uważali, że mogą być na sesji, która przecież nie została skończona, bo nie było takiego wniosku.
– Czy spotkanie młodych radnych z wicepremierem Rakowskim w ogóle coś dało?
– Koledzy odnieśli wrażenie, że zrobili wszystko, co mogli zrobić w tamtym czasie, to znaczy przedstawili prawdziwy przebieg wydarzeń i informacji o przebiegu sesji w WRN-ie.
– Czy to wpłynęło na postrzeganie przez władzę tzw. wydarzeń bydgoskich?
– Myślę, że tak, ale nie wiem, w jakim procencie.
– W komunikacie Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR z 22 marca 1981 napisano wyraźnie, że „działania milicji były zgodne z prawem”.
– My rozsyłaliśmy swoje komunikaty do wszystkich mediów i struktur zakładowych. Major Bednarek dostał taki rozkaz. Tamci zostali, bo uważali, że sesja się nie skończyła i mają prawo tam być. Chcieliśmy być bliżej prawdy. Spełniliśmy swój obywatelski obowiązek. Z perspektywy czasu pytanie o to, kto miał rację ma znaczenie, ponieważ różne środowiska interpretowały wydarzenia zgodnie z własnym interesem. Wśród naszych struktur, szczególnie w zakładach pracy było sporo członków Solidarności.
Byłem chyba pierwszym lub jedynym, który został kierownikiem wydziału nie będąc w partii, zresztą nigdy w żadnej partii nie byłem. W partii, w strukturach poziomych była już zgoda na większe przemiany niż oficjalnie dopuszczano. Byliśmy świadkami wypaczania wydarzeń ze względu na interes polityczny różnych grup. Tak to odbieraliśmy. Kiedy doszło do wydarzeń bydgoskich w marcu 1981 roku, to uważaliśmy, że powinniśmy zachować się zgodnie z prawdą. Jestem pewien, że to nam wtedy przyświecało. Podsumowując, pragnę podkreślić, ze młodzi radni zachowali się w sposób odpowiedzialny, mający na celu dokonanie zmian demokratycznych w kraju.
Zapisz się na newsletter „Bydgoszcz Informuje”!


