Dym z komina / Fot. B. Witkowski / UMB
Samorząd województwa sprawdza, w ilu gospodarstwach domowych potrzebne są czujniki czadu. Potem urządzenia trafią do mieszkańców.
Niedawna tragedia w Chełmnie, gdzie czadem śmiertelnie zatruła się matka z trojgiem dzieci, ponownie zwróciła uwagę na problem z bezpieczeństwem mieszkań i domów ogrzewanych węglem. W każdym powinien znajdować się, odpowiednio umocowany, czujnik dymu i tlenku węgla (czadu). Urządzenie, które kosztuje w najtańszych wersjach niewiele mniej niż 40 złotych, potrafi uratować życie, odpowiednio wcześniej alarmując, gdy stężenia tlenku węgla będą zagrażać zdrowiu i życiu. Z różnych powodów nie każda nieruchomość ogrzewana węglem jest w to urządzenie wyposażona. Z pomocą ma jednak przyjść wojewódzki samorząd. Marszałek województwa Piotr Całbecki zapowiedział zakup i przekazanie czujników potrzebującym gospodarstwom domowym.
– Bezpieczeństwo mieszkańców jest naszym priorytetem. Celem prowadzonej akcji jest nie tylko wyposażenie mieszkańców w te niejednokrotnie ratujące zdrowie i życie urządzenia, ale także zwiększenie świadomość zagrożeń i zachęcenie do dbania o bezpieczeństwo w domach, szczególnie w sezonie grzewczym, kiedy ryzyko zatrucia tlenkiem węgla i pożarów wzrasta – podkreśla marszałek Piotr Całbecki.
W pierwszym etapie ustalana będzie liczba gospodarstw domowych w których potrzebne są czujniki. Zajmie się tym, na zlecenie samorządu województwa, Kujawsko-Pomorskie Stowarzyszenie Samorządowe Salutaris. Organizacja zwróciła się już do samorządów, które posiadają dane o źródłach ogrzewania na swoim terenie, o określenie zapotrzebowania na te urządzenia. Po zakupie czujniki – za pośrednictwem lokalnych samorządów – trafią do mieszkańców. Wiadomo już, że pierwsze zakupione urządzenia trafią do osób 65 plus o niskim statusie materialnym. W tym sezonie grzewczym na zakup czujników zostanie przeznaczona kwota 2 milionów złotych.
Zapisz się do newslettera Bydgoszcz Informuje!


