Kobiety stają się tu dla siebie lustrami. Klub, który powstał z potrzeby wspólnoty

Możesz być tutaj prawdziwą sobą. Powiedzieć to, co trudne, nazwać to na głos…i zobaczyć, że nic złego się nie dzieje. Że przychodzi ulga. Że pojawia się wolność mówi Alina Ulianycka, założycielka Klubu Open Up w Bydgoszcz.

Zdanie „bądź sobą, bądź szczera, bądź autentyczna” powtarza się jak refren w rozmowie z kobietami, które tworzą społeczność Klubu Open Up. To przestrzeń, w której – jak mówią same uczestniczki – zaczyna się coś znacznie głębszego niż warsztaty czy spotkania. Tutaj myślenie życzeniowe zamienia się w realną zmianę. Nie za sprawą magicznej różdżki lecz dzięki odnalezieniu wewnętrznej siły i motywacji. O swojej przemianie opowiadają mi Ania i Gabrysia. Jesteśmy na spotkaniu klubu Open Up, które odbywa się w przestrzeni pracowni psychoterapeutycznej Kreacje, w zabytkowej kamienicy przy ulicy 20 stycznia 1921.

Historia Klubu Open Up nie zaczyna się od biznesplanu ani analizy rynku. Zaczyna się od potrzeby.

Ja nie patrzyłam na to, czy takie miejsca tutaj istnieją. Po prostu czułam, że to jest moje. Chciałam zebrać kobiety, znaleźć otoczenie, które patrzy na świat podobnie jak ja – w stronę siebie, swojego wewnętrznego rozwoju, swojego spokoju, otwierania kobiecości – opowiada Alina Ulianycka.

Do Polski przyjechała z Ukrainy. Najpierw Dolny Śląsk, potem Bydgoszcz. Wcześniej pracowała z kobietami, prowadziła jogę, spotkania rozwojowe, praktyki uważności. To doświadczenie przeniosła tutaj – ale, jak sama podkreśla, klub od początku miał być czymś więcej niż zajęciami.

Myślałam, że będą różne tematy, różne spotkania. Ale szybko zobaczyłam, że najpierw spotykasz się ze sobą. Ze swoimi trudnościami. I to jest prawdziwa praca – dodaje.

Kobiety stają się dla siebie lustrami

W Open Up nie chodzi o temat tygodnia ani konkretną metodę. Chodzi o spotkanie.

Ja czuję, że to jest taki społeczny reaktor. Bezpieczna, nieoceniająca przestrzeń, w której kobieta może zobaczyć swoje emocje, poczuć, czego potrzebuje i dostać odpowiedzi na swoje pytania – mówi założycielka klubu.

I dodaje coś, co najczęściej powtarzają uczestniczki:

Kobiety stają się dla siebie lustrami. Kiedy siedzisz przy stole z innymi kobietami i każda patrzy na twoją sytuację ze swojej perspektywy, nagle widzisz więcej. Stajesz się szersza dzięki nim.

W tym kręgu wiek nie ma znaczenia. Przy jednym stole mogą siedzieć dwudziestolatki i siedemdziesięciolatki.

Jedna mówi o problemach z dziećmi, druga odpowiada: „ja byłam niedawno tym dzieckiem”. I nagle otwierają się oczy. Zmienia się sposób patrzenia.

Szczerość zamiast „grzeczności”

Jednym z najmocniejszych wątków, który powraca w rozmowie, jest autentyczność. I odwaga, by ją w sobie odnaleźć.

My tutaj uczymy się być prawdziwe. Ze wszystkimi emocjami. To, co jest trudne powiedzieć na głos – musi być powiedziane. I nagle okazuje się, że to nie jest takie straszne. I przychodzi wolność – mówi Alina.

Drugim filarem jest akceptacja.

Akceptujemy siebie i inne kobiety. Nie dajemy rad. Bo rada to trochę jak przemoc – „zrób tak”. Każda musi sama dojść do swojej odpowiedzi.

Gabriela Lula, która dziś prowadzi w klubie grupy wsparcia, zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt:

Tutaj nie trzeba być „grzeczną”. To jest słowo, które powinno się wyrzucić ze słownika. Można płakać, można krzyczeć. Można powiedzieć rzeczy, których nigdzie indziej się nie mówi.

I dodaje:

W rodzinie, w pracy – mamy role. A tutaj możemy być sobą. Bez masek. I to powoduje, że inne kobiety też zaczynają takie być.

Od uczestniczki do osoby, która pomaga innym

Historia Gabrieli Luli to jeden z najmocniejszych dowodów na to, jak działa ta przestrzeń.

Ja sama przyszłam tu w kryzysie. Miałam zaburzenia lękowe, próbowałam różnych terapii. I to, co mi najbardziej pomogło, to była terapia grupowa i bezpieczne relacje – opowiada.

To właśnie w Open Up zaczęła doświadczać tego, o czym wcześniej tylko czytała.

To, co miałam w głowie jako teorię, tutaj zaczęło się przekładać na życie. Zobaczyłam realne zmiany – mniej lęku, więcej otwartości. Poczucie, że jestem przyjmowana taka, jaka jestem.

Dziś sama prowadzi grupy wsparcia.

Przeszłam drogę od uczestniczki do osoby, która pomaga innym. Kończę kurs asystenta zdrowienia, szkolę się w pracy z traumą. Ale fundament jest jeden – bezpieczna relacja. Bez niej nie ma zmiany.

Inną historię opowiada Anna Tomczyk.

Rok temu pracowałam w korporacji. Czułam ogromne przytłoczenie i nie wiedziałam, czy jestem w stanie coś zmienić. Trafiłam tutaj i usłyszałam: „spróbuj, możesz”. To był impuls.

Dziś prowadzi swoją działalność – zajmuje się m.in. masażem twarzy Kobido, a czasem dzieli się swoją wiedzą w klubie.

To miejsce dało mi kobiecą pewność, że mogę. Że jeśli inne kobiety to robią, to ja też mogę uwierzyć w siebie – mówi.

I dodaje coś, co dobrze oddaje atmosferę tego miejsca:

To jest ciepła przestrzeń. Taka, w której naprawdę możesz zdjąć maskę.

Pojawia się też temat presji, która dotyka wiele kobiet we współczesnym świecie.

Cały czas słyszymy: buduj, osiągaj, idź wyżej. A zapomniałyśmy o swojej kobiecej energii – tej delikatnej, wspierającej, otwierającej serce – mówi Alina.

I dodaje wprost:

Nie musisz być twarda. Możesz płakać.

Anna zauważa, że wiele kobiet funkcjonuje dziś bez wsparcia, które kiedyś było naturalne.

Kiedyś były mamy, babcie, sąsiadki. Dziś jesteśmy same. I dlatego takie miejsca są potrzebne.

Wspólnota, która się tworzy

Choć klub ma swoją założycielkę, jego siłą jest wspólnota.

Ja nie chcę sama tutaj wszystkiego dyktować. To  co tutaj będziemy wspólnie tworzyć, zależy od każdej kobiety, która tu przychodzi. Moim zadaniem jest pokazać, że takie miejsce istnieje – mówi Alina.

I rzeczywiście – to kobiety zaczynają tworzyć klub. Prowadzą warsztaty, dzielą się doświadczeniem, inspirują inne.

To jest wymiana. Wymiana energii, wiedzy, doświadczeń – podkreślają.

Moje rozmówczynie nie ukrywają, że brakuje kobiecego klubu otwartego codziennie. Czegoś na wzór centrum społecznej integracji, lecz tylko dla kobiet. – Czasem każda z nas jeszcze będąc w pracy zaczyna się stresować. Wie, że czekają ją domowe obowiązki. Chciałaby gdzieś jeszcze przez chwilę usiąść. W ciszy. Albo z kimś. Bez pośpiechu.

Marzy mi się miejsce, które jest zawsze otwarte. Gdzie możesz przyjść, napić się kawy, pobyć. Nawet nic nie robić – mówi Alina.

Niewykluczone, że Klub zacznie aktywizować bydgoskie kobiety również poza czterema ścianami. Pojawia się zapowiedź wydarzenia, które ma być czymś więcej niż warsztatem. Raczej doświadczeniem.

Już w czerwcu, niedaleko Bydgoszcz, Alina organizuje wyjazdową Noc Kupały. W planach jest wspólny krąg kobiet, praca z ciałem i emocjami, warsztaty psychologiczne, medytacje, śpiew. Przestrzeń warsztatowa zostanie przypisana do przestrzeni poszczególnych żywiołów – wody, ziemi, ognia i powietrza – na przykład w przestrzeni Ziemi odbywać się będą kreatywne warsztaty.

Wyobraź sobie 200 kobiet, które śpiewają jednym głosem. Tańczą, puszczają to, co im nie służy. Przechodzą przez żywioły – ziemi, wody, ognia i powietrza. To jest ogromna energia – opowiada  na koniec inicjatorka kobiecych kręgów.

Zapisz się do naszego newslettera!

Udostępnij: Facebook Twitter