Kęsim! Kęsim! Kęsim! – trzy zwycięskie słowa w „Kole fortuny” i krzyżówka na własnym nagrobku. Pasje bydgoskich szaradzistów i ich klubu

Jarosław Witt i Marek Zmysłowski z Bydgoskiego Klubu Szaradzistów „Orion” / Fot. Nadesłane

Jeden z bydgoskich szaradzistów, Henryk Pawlak, był tak oddany swej pasji, że nie chciał się z nią rozstać nawet po śmierci. Zażyczył sobie… krzyżówki na własnym nagrobku – i ją ma. Nagrobek można znaleźć na jednym z cmentarzy na Błoniu.

Bydgoski Klub Szaradzistów „Orion” to najstarsza w Polsce, ciągle aktywna, organizacja szaradzistów. Klubowicze od lat startują w teleturniejach, przygotowują szarady, a swoje zadania publikują także w lokalnych i branżowych mediach. W tym roku działający przy Klubie Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych Bydgoski Klub Szaradzistów „Orion” obchodził 70-lecie działalności. Prezesem klubu jest Marek Zmysłowski, autor ponad 1000 opubliko­wanych łamigłówek, w tym popular­nych krzyżówek z przymrużeniem oka, miłośnik i uczestnik wielu turniejów. W rozmowie z „Bydgoszcz Informuje” towarzyszył mu inny zasłużony klubowicz, Jarosław Witt.

Sławomir Bobbe – Bydgoscy szaradziści tu uznana firma – to w naszym mieście powstał pierwszy w Polsce klub szaradzistów, który działa do dzisiejszego dnia.

Marek Zmysłowski, Jarosław Witt – Pierwsze zapisane w kronikach zebranie organizatorów klubu szaradzistów odbyło się w ówczesnym Wojewódzkim Domu Kultury – 13 lutego 1956 roku. Pomysłodawcą i założycielem klubu był Zbigniew Derfert. Wśród założycieli była także pani Anna Rafińska, pseudonim szaradziarski „Ara”. Była jedną z najbardziej znanych polskich rebusistek, absolwentką Akademii Sztuk Pięknych, uczelnie kończyła we Lwowie i w Warszawie, sama ilustrowała swoje rebusy. Początkowo, do roku 1975 spotykano się w WDK, potem pojawiły się problemy lokalowe i klub przeniósł się do osiedlowego klubu „Orion” na Błoniu i stąd wzięła się nazwa. Ukazywał się „Głos Oriona”, a na spotkania zapraszano znanych szaradzistów z całej Polski.

– Bydgoscy szaradziści przystąpili z werwą do działania, koncentrując się początkowo na gromadzeniu trudnodostępnych słowników i encyklopedii. Potem zaczęli nie tylko rozwiązywać ale i tworzyć zadania, które pojawiały się w ogólnopolskich i lokalnych czasopismach. Ukazywały się różne wydawnictwa, w tym ogólnopolskie „Rozrywka”, „Szaradzista” i „Krzyżówka”. W pierwszym dziesięcioleciu działania Klubu Orion opublikowano 2 tysiące różnych zadań. Można je było znaleźć choćby w „Gazecie Pomorskiej”, „Pomorzu”, „Faktach i Myślach”, „Żołnierzu Polski Ludowej” oraz innych gazetkach zakładowych i tzw. jednodniówkach. Wydawany był też „Głos Bydgoskich Szaradzistów”.

– Bydgoski klub tworzyło wielu znakomitych szaradzistów. Ogromnie ciekawa jest postać Henryka Pawlaka, jednego z jego współtwórców. Był tak oddany pasji, że zażyczył sobie… krzyżówki na własnym nagrobku. Ten nagrobek można ciągle znaleźć na jednym z bydgoskich cmentarzy na Błoniu.

70 lat działalności to kawał historii klubu i miasta. A jednak niewiele się o bydgoskich szaradzistach mówi, a jeszcze mniej wie. Dlaczego?

– Niestety, większość materiałów klubowych przepadła. Anna Rafińska bowiem została również głównym sekretarzem ogólnopolskiej organizacji szaradzistów i prowadziła dla niej kroniki. Nasze materiały klubowe z „Oriona” wyszły do centrali i mimo naszych wielu zabiegów do teraz nie udało się ich odzyskać. Podobnie było z materiałami gromadzonymi przez spółdzielnię wydawniczą „Rozrywka”. Gdy została przejęta przez zagraniczne wydawnictwo oddała swój majątek, wśród którego były bezcenne dla nas kroniki, które dokumentowały spotkania, zawody czy szaradziarskie biesiady.

Jest czego żałować, bo przez klub jak i jego inicjatywy przewinęło się mnóstwo znanych w Bydgoszczy i nie tylko postaci.

– Złote czasy Klubu „Orion” to lata 70-te. Działo się wtedy wiele, w Bydgoszczy odbył się choćby znakomity turniej szaradziarski, na którym zbierano pieniądze na… odbudowę Zamku Królewskiego W Warszawie, a wzięła w nim udział m.in. Irena Szewińska (wręczała nagrody), była też Teresa Ciepły. Kwitła współpraca z wojskiem (także i dziś szaradziści mają się gdzie spotykać dzięki Inspektoratowi Wsparcia Sił Zbrojnych, który udostępnia lokal na Osiedlu Leśnym – red.), a sporo wydarzeń organizowano w kinoteatrze przy ul. Dwernickiego.

– Mieliśmy Leszka Dąbrowskiego, pseudonim „Zdeb”, który publikował swoje zadania m. in. we wspomnianych jednodniówkach. Ciekawostką jest fakt, że publikował w nich również pan Stefan Pastuszewski, który nigdy nie był członkiem klubu, natomiast jest pasjonatem szaradziarstwa i prezentował również swoje zadania. Warto wiedzieć, że kiedyś szaradziści używali i byli znani wyłącznie z pseudonimów. Owszem wiedziano, że jest np. „Ara” ale nie można było przypisać pseudonimu do konkretnej osoby. Klub wspierał również prof. Mieczysław Wojtasik, wykładowca akademicki na bydgoskich uczelniach, autor kilkunastu zbiorów poezji, aforyzmów i fraszek.

W jakiej kondycji jest obecnie bydgoskie i ogólnopolskie szaradziarstwo?

– Jak się idzie do kiosku „Ruchu”, których właściwie nie ma, to wszędzie widać panoramiczne krzyżówki. To jednak takie szaradziarskie disco polo. Wiele osób nie potrafi rozwiązać kalamburu, homonimu, szarady czy rebusu. Nastąpiło ogromne spłycenie oferty. Tymczasem szaradziarstwo to ogromny obszar. Tylko wśród krzyżówek mamy krzyżówki zwykłe, mamy tzw. jolki, gdzie bez numerów kratek trzeba samemu znaleźć miejsce, żeby wpisać wyrazy, są krzyżówki anagramowe gdzie jest podane określenie i trzeba odgadnąć wyraz, przeanagramować i dopiero wpisać odpowiedź. Są też tzw. szkotki z częściami danego wyrazu i obciętą resztą, są swatki, szyfrogramy, logogryfy, cała gama krzyżówkowych odmian. A do tego twórcy krzyżówek ciągle wymyślają coś nowego. Są też małe formy szaradziarskie i tych małych form jest kilkanaście – kalambury (kołowe, wspakowe, szufladkowe), są homonimy, anagramy, palindromy, skrótki, metagramy, swatki i tak dalej.

Przynajmniej część z tych form bydgoszczanie mogli poznać, gdy rozwiązywali przez lata różne zadania publikowane na stronach lokalnych dzienników

– Razem ze „Zdebem” przygotowywałem szarady dla „Expressu Bydgoskiego”, a wcześniej Ilustrowanego Kuriera Polskiego. Czasy się zmieniły, mało kto teraz chciałby robić coś za darmo. Każdy rozgląda się za gratyfikacją, honoraria za materiału ukazujące się w rubrykach szaradziarskich są znikome, nie jest to coś z czego można się utrzymać.

Wydaje się, że zainteresowanie szaradami rośnie, ale nie przekłada się to na przyrost członków w klubie, z czego to wynika?

– Różne rzeczy robiliśmy żeby pozyskać nowych członków, ale nie jest to łatwe. Pojawialiśmy się nawet w szkołach średnich pokazując specjalnie opracowane prezentacje i pokazowe zadania. Młodzież słuchała z nieukrywanym zainteresowaniem, brała udział w konkursach. Co z tego, skoro do klubu potem nie wstąpił nikt. Szukamy nowych klubowiczów m.in. czytając o zwycięzcach konkursów czy oglądając teleturnieje. Ale faktycznie jest coś w tym, że ludzie mają jakieś opory przez formalnym uczestnictwem w klubach. Kiedyś wystarczyło zobaczyć listę nagrodzonych w konkursie, a gdy pojawiał się ktoś z Bydgoszczy odnaleźć go w książce telefonicznej i zadzwonić z zaproszeniem. Teraz jest RODO i to po prostu niemożliwe.

No dobrze, ale właściwie – po co ktoś, kto po prostu rozwiązuje krzyżówki, miałby wstępować do klubu szaradzistów?

– W klubie można się rozwijać. Nauczymy jak się szarady układa, na czym polega rozwiązywanie nie tylko małych form. Wspólnie wyjeżdżamy na konkursy i turnieje, organizujemy je też sami, zachęcamy do układania własnych zadań.

Szaradziści to „etatowi” uczestnicy i zwycięzcy rozmaitych teleturniejów. Wśród uczestników nie brakowało również klubowiczów z „Oriona”.

– W latach 90-tych, za czasów prowadzącego „Koło Fortuny” Wojciecha Pijanowskiego siedem razy wystąpiłem w tym teleturnieju, cztery razy byłem w finale, ale samochodu wygrać się nie udało. Jeden z naszych klubowych kolegów jednak tego dokonał i w finale zwyciężył. W teleturnieju „Gra”, też w latach 90-tych, byliśmy trzy razy. Jeździliśmy nagminnie po różnych teleturniejach i byliśmy rozpoznawalni. Pamiętam teleturniej 5×5, prowadził go wtedy Marek Grabowski. Aby się do niego zakwalifikować, trzeba było m.in. odbyć ustną rozmowę, coś w rodzaju przesłuchania. Byłem na niej, a gdy wszedłem komisja powiedziała – to panie Zmysłowski, kiedy pan może przyjechać na nagranie? Bez żadnych pytań, wiedzieli kim jestem.

– Kęsim! kęsim! kęsim! to okrzyk sienkiewiczowskiego Azji Tuhajbejowicza, oznaczający zapowiedź ucięcia głowy swojemu przeciwnikowi. Zadanie odgadnięcia tego hasła, gdy odsłonięta była jedynie samogłoska „ę” postawił przed uczestnikiem finału teleturnieju „Koło Fortuny” jego ówczesny prowadzący, Wojciech Pijanowski. Klubowicz „Oriona” odgadł hasło bez „kupowania” żadnej litery, wygrywając główną nagrodę.

Jakie teleturnieje stanowią dla szaradzistów największe wyzwanie?

– Wielu znanych szaradzistów pojawia się w teleturnieju „Krzyżówka”. Teleturniej „Jeden z dziesięciu” jest naprawdę trudny, trzeba wykazać się wiedzą z wielu dziedzin, a nagroda jest niewspółmierna do wysiłku. W teleturnieju „Va banque” też nie jest łatwo, „Milionerzy” z kolei obniżają poziom, a wiedza elementarna bywa u uczestników znikoma. Jak ktoś się przedstawia i mówi, że ma trzy fakultety, wypowiada się elokwentnie, a później na pytaniu z podstawówki odpada to o czymś świadczy. Szczególnie słabo jest ze znajomością literatury.

Wkrótce ważna impreza – V Szaradziarskie Mistrzostwa Bydgoszczy. Przygotowania trwają

– Mamy pewne kłopoty organizacyjne, bo żeby przeprowadzić mistrzostwa potrzeba minimum 10 osób, w tym sześcioosobowe jury do sprawdzania zestawów turniejowych. Przyjęte jest, że jeśli zestaw zadań ma 12 stron to jedna osoba sprawdza po dwie strony, potrzeba więc dla sprawnego działania sześciu osób. Każdy z sędziów zajmuje się tylko swoją „działką”, sprawdza „swoje” strony, wpisuje punkty i przekazuje dalej – po wypełnieniu całości nanosi się wynik na listę i sprawdza miejsce.

Zapisz się do newslettera Bydgoszcz Informuje!

Udostępnij: Facebook Twitter