Uczniowie „Samochodówki” wyremontowali „muchobijkę”.  Otrzymali też niezwykłą lekcję historii

Nie samochód, a armatę z czasów II wojny światowej wyremontowali uczniowie „Samochodówki” / Fot. B. Witkowski/UMB

Uczniowie z Zespołu Szkół Samochodowych w Bydgoszczy odbyli wyjątkową praktykę zawodową, a przy tym otrzymali lekcję historii i zapoznali się z dawną technologią wojskową. Odnowili armatę tzw. „muchobijkę”, która była kiedyś na wyposażeniu polskich żołnierzy. Niedługo wyremontują pojazd pancerny SKOT.

Dobrą robotę dla Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy, z pomocą nauczycieli i praktyków zawodowych wykonali uczniowie z klasy III szkoły branżowej, którzy kształcą się w zawodzie mechanik pojazdów samochodowych. Wyremontowali lekką armatę przeciwpancerną 53-K produkcji radzieckiej. Posiada ona działo o kalibrze 45 mm. W żargonie wojskowym nazywana była „muchobijką” z powodu przez dość małego kalibrur. Broń nie miała wystarczającej wartości bojowej, aby przebijać grubsze pancerze już w czasach II wojny światowej.

– Dla armii radzieckiej były one produkowane od 1937 roku. Jest to dla nas cenny eksponat ponieważ 1. i 2. Armia Wojska Polskiego były nimi dozbrojone. Odegrała kluczową rolę podczas bitwy o Berlin w 1945 roku, ze względu na to, że była mała, lekka i mobilna. Obsługa mogła szybko poruszać się z nią i likwidować ogniska karabinów maszynowych. Za to nie przebijała pancerzy czołgów. Służyła raczej jako armata wspierająca do atakowania jakiś transportów. Jeden egzemplarz obsługiwało nawet sześć osób. Po zakończeniu wojny na stanie polskiego wojska było 531 sztuk. Służyła do szkolenia artylerii ze względu na mały kaliber – wyjaśnił Jacek Mueller, kierownik oddziału w Osówcu, bydgoskiego Muzeum Wojsk Lądowych.

Armata od lat znajdowała się w zasobach bydgoskiego muzeum. Pochodzi z 1943 roku. – Czekała na remont, choć nie była w jakimś fatalnym stanie – informuje Sebastian Romaniuk, konserwator z Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy.

Remont realizowany w minionym roku szkolnym był częścią projektu, który kilka lat temu połączył Zespół Szkół Samochodowych z Muzeum Wojsk Lądowych, za pośrednictwem przedsiębiorstw działających w tej branży – „Car-Lak” z Bydgoszczy i „CHATE” z Łochowic. Prace rozpoczęły się w maju, a zakończono je krótko przed końcem minionego roku szkolnego. Armata została przekazana pracownikom muzeum. Na platformie, przypięta pasami z Pasamonu, wróciła do obiektów muzealnych.

Historia poprzez praktykę zawodową

O wartości tego projektu i jego szczegółach opowiedział Tomasz Kałaczyński, nauczyciel przedmiotów zawodowych w ZSS: – Dla uczniów to korelacja kilku obszarów. To nie tylko zajęcia praktyczne, ale też dobra lekcja historii. Najpierw poznali proces technologiczny i wymagania, które stawia się przy renowacji eksponatu muzealnego. Później musieli odczytać dokumentację techniczną. Demontaż poszczególnych elementów odbywał się w szkole, a czyszczenie i malowanie było przeprowadzone w zaprzyjaźnionej firmie. Tam uczniowie poznawali specjalne technologie stosowane przy konserwacji zabytków. Montaż odnowionych części odbył się już w szkole.

– Dobrze, że powstała ta współpraca. Ratowanie takich eksponatów jest bezkosztowe dla muzeum, a dla uczniów to zarazem frajda i praca na materiale, z którym na co dzień nie mają styczności. Młodzież poznała technologię, którą się trudnię. Dzięki temu łatwiej będzie im wejść na rynek pracy. W przypadku tej armaty mieliśmy do czynienia z lakierowaniem przemysłowym, a rynek pracy potrzebuje właśnie takich lakierników z tą specjalnością – wskazał Adam Niedźwiedzki, dostawca materiałów i technologii lakierniczych z przedsiębiorstwa „Car-Lak”.

Do konserwacji użyto oryginalnej farby militarnej, która dla wojskowych nie jest po porostu koloru ciemnozielonego czy khaki, ale kolorem kamuflażowym, czyli takim nie rzucającym się w oczy, nie odbijającym światła, szczególnie promieni urządzeń, którymi przeciwnik chce wychwycić broń „ubraną” w taką barwę. Uczniowie pracujący przy odnowieniu armaty mogli być spokojni, że nic się im nie stanie, bo eksponat jest pozbawiony wyposażenia bojowego.

– To nie był taki typowy remont, bo mieliśmy nadzór konserwatorski i stawiane nam były określone wymagania. To był dla uczniów dodatkowy element. W aktualnie stosowanych materiałach wykorzystuje się zupełnie inne substancje chemiczne niż w tego typy eksponatach – mówi Mariusz Chmara z firmy „CHATE” zajmującej się m.in. przetwórstwem tworzyw sztucznych, gdzie konserwowane były części armaty.

Konserwacja była przeprowadzona z należytą pieczołowitością. – W armacie ostały się pełne koła. Dzisiaj nigdzie już byśmy raczej takich nie dostali. Mają zachowaną oryginalną tkankę. Jej braki zostały dobrze uzupełnienie i zabezpieczone – podkreślił konserwator, wskazując na ogumienie.

– W tym miejscu nauka zawodu połączyła się z troską o dziedzictwo techniczne i z historią – dodał Krzysztof Król, dyrektor Zespołu Szkół Samochodowych podczas uroczystego przekazania zabytku.

Po moździerzu i armacie czas na pancerniaka

To nie pierwszy projekt uczniów „Samochodówki” z Muzeum Wojsk Lądowych. Trzy lata temu odnowili dla tej instytucji moździerz z 1943 roku. – Myślę, że ta współpraca będzie długofalowa. Za niedługo weźmiemy się za remont większego pojazdu z muzeum, transportera SKOT. Chcemy zacząć w tym roku szkolnym. Pracować przy nim będzie już inna grupa uczniów – informuje Tomasz Kałaczyński.

– Po remoncie ten pojazd trafi na wystawę główną. Armata na razie jedzie z nami do magazynu muzealnego, ale z czasem na pewno też będzie częścią jakieś wystawy – poinformował Jacek Mueller.

Zapisz się do newslettera „Bydgoszcz Informuje”!

Udostępnij: Facebook Twitter