Nadleśniczy Tomasz Zamojski (siedzi po prawej) podczas konsultacji z mieszkańcami / Fot. Fundacja Zielone Jutro
Trwa drugi etap konsultacji w sprawie wyznaczania lasów społecznych. Do 16 października mieszkańcy mogą przesłać swoje opinie o lasach znajdujących się w pobliżu miast i większych miejscowości. Instytut Ochrony Środowiska, który prowadzi tę edycję konsultacji, zaproponował cztery scenariusze prowadzenia gospodarki w takich lasach: procesy naturalne, leśnictwo bliskie naturze, leśnictwo stabilizacyjne, leśnictwo tradycyjne zmodyfikowane prospołeczne.
O idei lasów społecznych i gospodarowaniu tymi zielonymi terenami porozmawialiśmy z Nadleśniczym Nadleśnictwa Bydgoszcz Tomaszem Zamojskim:
Miłosz Kalaczyński: Kiedy pierwszy raz usłyszał pan o idei lasów społecznych?
Nadleśniczy Nadleśnictwa Bydgoszcz Tomasz Zamojski: Trzeba powiedzieć na początku, że lasy społeczne w Polsce są dostępne od zawsze. Nikt, nigdy nie bronił dostępu do lasu. Natomiast zmienia się postrzeganie lasu przez społeczeństwo. Bardzo się z tego cieszymy. Jako leśnicy staramy się za tym trendem iść i dostrzegać zainteresowanie ludzi. Od przynajmniej czterech czy pięciu lat znacząco modyfikujemy w nadleśnictwie naszą gospodarkę. Jednym z przykładów jest dbałość o krajobraz. Tak gospodarujemy lasem wzdłuż osiedli czy szlaków turystycznych, aby panorama nie zmieniała się w sposób gwałtowny. Nie zawsze jest to proste. To jest trochę jak łączenie ognia z wodą, bo jesteśmy w trakcie przebudowy drzewostanu. Zwiększamy liczbę drzew liściastych, aby las stawał się bardziej odporny na zmiany klimatyczne, które już nas mocno dotykają. Naszym zadaniem jest wyprzedzać naturę i dostosowywać zieleń do zmieniających się warunków.
Aby zmodyfikować drzewostan i tak w jakiś sposób potrzebna jest ingerencja w jego krajobraz. Przecież nie sadzi się dużych, wyrośniętych drzew.
Dlatego nie zawsze jest łatwo połączyć oczekiwania społeczne i zmieniający się klimat. I tutaj ważne jest zrozumienie przez mieszkańców. Naszą rolą jest wyjaśnić sposób funkcjonowania danego lasu, a nie tylko wycinać drzewa, argumentując, że po prostu taka jest gospodarka leśna. W moim nadleśnictwie, jeśli jest jakiś problem lub szykują się większe wycinki w znaczących dla społeczeństwa miejscach, spotykamy się z mieszkańcami. Zabieramy ludzi do lasu, gdzie staramy się pokazać i informować, jak to funkcjonuje w lesie, na jakich zasadach to robimy oraz jak zmieniamy naszą gospodarkę, która jest coraz bardziej nastawiona na walory przyrodnicze.
W ostatnich latach były potężne wycinki w okolicach podbydgoskiego Trzcińca. Leśnicy raczej nie mieli na nie wpływu przez bliskość lotniska, ale patrząc na skalę cięć, tam oprócz mieszkańców, chyba nikt nie martwił się o krajobraz?
Leśnicy nie mieli absolutnie żadnego wpływu na te wycinki. Musieliśmy tylko wykonać decyzję Urzędu Lotnictwa Cywilnego, podyktowaną względami bezpieczeństwa. Żaden leśnik nie zastosowałby takiego sposobu gospodarowania lasem. Konsultowaliśmy to z lokalną społecznością w Trzcińcu. Jak najbardziej rozumiałem obawy i niezadowolenie mieszkańców. Też nie podobałoby mi się, gdyby ktoś wycinałby taki obszar lasu pod moim domem. Niestety, na większość wycinek pod inwestycje nie mamy wpływu. One też torpedują nasze zamierzenia, co do zarządzania lasem. W naszym nadleśnictwie ubyły setki hektarów lasów, m.in. przez budowę drogi S10. Ale nie poddajemy się w uatrakcyjnianiu naszych lasów. Tylko w moim nadleśnictwie wytyczyliśmy aż 250 km szlaków turystycznych. Warto też zaznaczyć, że mamy również blisko 60 km dróg konnych.
W jakiś sposób rekompensujecie takie naturalne straty dla okolicy?
Przede wszystkim staramy się jak najszybciej odnowić drzewostan. W Trzcińcu drzewka już są posadzone. Zaangażowaliśmy do tego mieszkańców, organizując społeczne sadzenie lasu. Nie dlatego, żeby mieć mniej pracy, ale by pomogło to ludziom zrozumieć sytuację, w której znaleźli się oni i my. Takie akcje pozwalają zwiększyć wiedzę i świadomość funkcjonowania lasu. A przy tym ludzie aktywnie przyczyniają się do powiększania zasobów leśnych. To łagodzi ich żal spowodowany wycinką.
Ale leśnicy nie tylko pielęgnują i wycinają drzewa. Bywam w waszym Leśnictwie Bielice w Puszczy Bydgoskiej. Są tam leśne parkingi, ławki, tablice informacyjne, dobrze oznakowane szlaki czy nawet punkty kontrolne do maszerowania czy biegania na orientację.
Przywołane Leśnictwo Bielice jest doskonałym przykładem, że idea lasów społecznych rozpoczęła się zanim ktokolwiek użył sformalizowanej nazwy „lasy społeczne”. W tym miejscu chciałbym skierować podziękowania dla pracowników tego leśnictwa, bo często oni własnoręcznie dbają o jakość dróg i ścieżek. Sami montują tam ławeczki dla turystów. Ale to tylko część ich działań, które mają uatrakcyjnić pobyt w lesie. Cieszę się, że mieszkańcy to dostrzegają. W naszych lasach jeszcze w tym roku powstaną dwie wiaty turystyczne. To nie jest tak, że to lasy są naszą własnością. Chcemy się z mieszkańcami dzielić tym naturalnym dobrem. Chciałbym również przy okazji zaapelować do mieszkańców i turystów o kulturalne korzystanie z lasów, bo niestety infrastruktura turystyczna często jest niszczona.
Co robią leśnicy w trakcie drugiego etapu konsultacji ws. lasów społecznych?
Słyszę wiele głosów od urzędników samorządowych, ale i mieszkańców, że są bardzo zawiedzeni tym, że ich dotychczasowa praca podczas pierwszego etapu konsultacji została w jakiś sposób przekreślona. W trakcie spotkania z pracownikami Instytutu to wybrzmiało, że tamten etap się zakończył, teraz zaczynamy wszystko do nowa, a czasem mowa o kontynuacji. Chcemy, żeby to wybrzmiało, że jako leśnicy i społeczeństwo już się porozumieliśmy. Od mieszkańców Bydgoszczy najczęściej odbieram głosy, żeby nic nie zmieniać. Aby ta gospodarka trwała w takiej formie, jak jest teraz. Wiemy, co i kto ma robić. Chcielibyśmy, żeby nasze pierwotne ustalenia były podtrzymane.
Jakie macie zastrzeżenia?
W propozycjach Instytutu Ochrony Środowiska dla lasów wokół Bydgoszczy jest dużo terenów, które mają zostać poddane scenariuszowi lasów bliskich naturze. Nie będę wdawał się w przybliżanie szczegółowych zasad prowadzenia gospodarki leśnej. Ale do tego scenariusza mieliśmy stosunkowo dużo merytorycznych uwag. Wprowadzanie go w życie – że tak powiem – „zza biurka”, jest naszym zdaniem metodycznie niepoprawne. Każdy drzewostan jest inny, to jest żywy organizm. Wskazujemy tam na różne zagrożenia poboru – jak to nazywa IOŚ – „biomasy” w wysokości 10 proc. w ciągu 10 lat. Naszym zdaniem mogą zdarzyć się sytuacje, że będziemy mieli związane ręce. W przypadku starzejących się drzewostanów, a muszę powiedzieć, że nasze drzewa wbrew temu, co opinia publiczna uważa, naprawdę zyskują już miano starych. Stosowanie tego scenariusza wprost, bez refleksji, może prowadzić do przyspieszonego rozpadania tych drzew.
Chodzi o bezpieczeństwo odwiedzających lasy.
Starzejące się drzewostany powodują większe zagrożenie dla zdrowia i życia korzystających z lasów. Zauważmy, że odpowiedzialność za takie nieszczęścia biorą leśnicy. Stąd postulujemy, że jeśli tak ma to wyglądać, to prosimy o zdjęcie odpowiedzialności z nas za takie rzeczy.
Kiedy będziemy wiedzieli coś więcej o funkcjonowaniu lasów społecznych?
Zaproponowaliśmy na spotkaniach z pracownikami Instytutu Ochrony Środowiska konkretne rozwiązania. Mamy zapewnienie od IOŚ, że mają być one rozważane, a na piśmie otrzymamy odpowiedź – czy zostały one uwzględnione, a jeśli nie, to dlaczego. Cała dokumentacja z konsultacji ma być przekazana do Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Konkretne decyzje mają być podjęte w okolicach marca przyszłego roku. Nie wiem jakie one będą. Mogę tylko powiedzieć, że leśnicy zawsze będą stać na straży lasów, by trwały dla następnych pokoleń.
Zapisz się do newslettera „Bydgoszcz Informuje”!


