Zawisza – Górnik Zabrze w półfinale Pucharu Polski. Jeden pojedynek z Górnikiem stał się już legendą

31 sierpnia 1977 roku – Adam Kuryło strzelił gola dla Zawiszy. Widać zapełnione po brzegi trybuny stadionu Zawiszy / Fot. zawiszabydgoszcz.pl

Na drewnianych ławkach ludzie siedzieli ściśnięci jak sardynki, a na koronie stadionu stali wokół w trzech-czterech rzędach. Szczęśliwcy, którzy nie zmieścili się na trybunach, zostali wpuszczeni na boisko, ale musieli leżeć tuż za ogrodzeniem – tak zmieściło się na stadionie Zawiszy prawie 50 tys. ludzi. Obejrzeli mecz z Górnikiem Zabrze.

Za miesiąc półfinałowy pojedynek piłkarzy Zawiszy Bydgoszcz z Górnikiem Zabrze. 49 lat temu też zagrały z sobą te zespoły. W meczu, który przeszedł do sportowej legendy naszego miasta.

To był 31 sierpnia 1977 roku – środa. Jak to się stało, że w środku tygodnia na piłkarski mecz w Bydgoszczy przyszło tylu ludzi, jak nigdy wcześniej i nigdy później. Co ich skłoniło, żeby się zjawić wtedy na stadionie. Powód był – ale trzeba się cofnąć w czasie. Tylko o cztery dni.

27 sierpnia piłkarze Zawiszy pod wodzą trenera Wiesława Gałkowskiego – zmarłego przed kilkoma tygodniami – zagrali przeciwko potężnej Legii Warszawa w szóstej kolejce I ligi (obecnej ekstraklasy). Spisywali się nieźle na początku sezonu jako beniaminek rozgrywek. Zaczęli od dwóch zwycięstw na własnym boisku (2:0 z Szombierkami Bytom i 1:0 z Arką Gdynia). Potem przyszły dwie wyjazdowe porażki z bardzo silnymi wówczas: Stalą Mielec (1:2 – bramki zdobywali Grzegorz Lato i Andrzej Szarmach), Ruchem Chorzów (0:2) oraz kolejna przegrana, tym razem u siebie, z Wisłą Kraków (1:3), która w tamtym sezonie zdobyła mistrzostwo Polski.

Nadeszła szósta kolejka i na pojedynek na własnym stadionie z Legią. Faworyt był jeden, ale bydgoszczanie niespodziewanie wygrali 1:0. Gola zdobył Krzysztof Surlit, później piłkarz Widzewa w jego najlepszych czasach. Obrońca Zawiszy Henryk Holewa nie wykorzystał rzutu karnego, Sensacyjne zwycięstwo z soboty (27 sierpnia) spowodowało, że cztery dni później, w środę, na stadion Zawiszy nadciągały tłumy. Ludzie myśleli: Ograliśmy Legię, damy radę Górnikowi Zabrze.

Kibice docierali na stadion pieszo, dojeżdżali tramwajami. Tłum rósł. Rozmawiałem o tym meczu kilka lat temu z nieżyjącym już niestety Adamem Kuryło, strzelcem gola dla Zawiszy. Wspominał: – Sami nie wiemy, ilu ludzi było, bo nikt tego nie policzył. Po meczu mówiliśmy między sobą, że nawet z 50 tysięcy.

Teraz to zupełnie niemożliwe. Na drewnianych ławkach ludzie siedzieli ściśnięci jak sardynki. Zajęte były wszystkie przejścia między sektorami (dziś także byłoby to nie do pomyślenia z powodów bezpieczeństwa), a na koronie stadionu kibice stali w trzech-czterech rzędach. Ci w ostatnim niewiele już widzieli. Wyciągali szyje, żeby zobaczyć cokolwiek z tego, co działo się na boisku. W 28. minucie Adam Kuryło zdobył gola. – Akcję zaczął Woronko z prawej strony. Zacentrował w pole karne. Uprzedziłem Jerzego Gorgonia i doszedłem do główki. Bernard Jarzina z Górnika zrobił jeszcze pajacyka i piłka wpadła do siatki – opowiadał mi o swym golu. Adam Kuryło do I ligi awansował z Zawiszą dwa razy – w 1977 roku i potem po spadku, od razu w 1979. W sumie w Zawiszy rozegrał 126 meczów ligowych, strzelając 27 goli. Do tego pięć meczów i jedna bramka w Pucharze Polski oraz sześć meczów i jeden gol w Pucharze Polski na szczeblu okręgu. Był reprezentantem polskiej „młodzieżówki” i kadry juniorów. Zakończył karierę w swym pierwszym klubie, Brdzie, w 1988 roku.

Sześć minut po jego bramce z rzutu karnego wyrównał Jerzy Gorgoń. Mecz-legenda zakończył się remisem 1:1. Zawisza zagrał wtedy w następującym składzie: Jan Rudziński – Henryk Holewa (81’ Stanisław Sobieralski), Stefan Majewski, Jerzy Szczeszak, Jan Marchewka – Jan Stypułkowski, Krzysztof Surlit (61’ Jacek Sierant), Mieczysław Cirkowski – Andrzej Jędrzejczak, Adam Kuryło, Sławomir Klimaszewski.

Teraz obecnych piłkarzy Zawiszy czeka starcie z Górnikiem w półfinale Pucharu Polski.

Udostępnij: Facebook Twitter