Dieta planetarna w bydgoskich szkołach – pierwszy zje, drugi nie, a trzeci poprosi o dokładkę

Zespół Szkół Gastronomiczno-Hotelarskich / Fot. B.Witkowski / UMB

Mija miesiąc od wprowadzenia zmian w szkolnych jadłospisach. O to jak naprawdę spisuje się dieta planetarna w bydgoskich placówkach pytamy Dorotę Buzałę, zastępczynię dyrektora Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego numer 3 w Bydgoszczy.

Zmiany w szkolnych jadłospisach, które weszły w życie od września mają jasny cel – dostarczać dzieciom i młodzieży bardziej różnorodne, zbilansowane i zdrowsze posiłki. W menu znalazło się więcej warzyw, owoców i roślin strączkowych. Zamiast ciężkich, zawiesistych i tłustych zup, dwa razy w tygodniu zupa na wywarze warzywnym. Przynajmniej raz w tygodniu posiłek oparty wyłącznie na produktach roślinnych, do tego mniej soli, zdrowsze tłuszcze i pełnoziarniste pieczywo. Skończyły się również problemy uczennic i uczniów, którzy nie jedzą mięsa – w dni, kiedy w menu znajdują się posiłki mięsne, szkoła musi zapewnić dla nich roślinną alternatywę. Okazuje się jednak, że prozdrowotne zmiany nie zawsze spotykają się ze zrozumieniem u części rodziców. Jak naprawdę wygląda żywienie „po nowemu” i czy naprawdę jest to novum, pytamy Dorotę Buzałę, zastępczynię dyrektora Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego numer 3 w Bydgoszczy. To specyficzna placówka, bowiem swoim uczniom oferuje nie tylko obiady, ale również – młodzieży przebywającej w internacie – zapewnia śniadania i kolacje.

Jak zmiany w przepisach przełożyły się na to, co widzą dzieci i młodzież na talerzach?

– W kuchni mamy pracowników z wieloletnim stażem, mają swoje przyzwyczajenia i znane sposoby przygotowywania posiłków. Teraz szukają rozwiązań, które mieszczą się w zmienionych przepisach, a jednocześnie będą pasować i smakować uczniom. Bo zmiana nie polega tylko na jednym dodatkowym posiłku bezmięsnym w tygodniu. One dotyczyły także słodzenia, solenia i używania rozmaitych dodatków w trakcie przygotowywania posiłków. Staramy się zatem stosować więcej ziół zamiast np. soli. Dosmakowujemy potrawy ziołami, używamy więcej oregano, kurkumy, ale również oliwy z oliwek, co jest rozwiązaniem droższym. Z drugiej strony przygotowanie posiłków np. ze strączków jest tańsze niż w przypadku posiłku mięsnego. W mojej opinii potrzebne byłyby systemowe szkolenia czy kursy dla kucharzy, by mogli w pełni wykorzystać nowe możliwości i wpisywać się w te zasady dietetyczne. Przecież takich produktów jak soczewica czy ciecierzyca nie stosowało się wcześniej w szkolnych kuchniach.

Pytanie najważniejsze – dzieci jedzą czy nie jedzą?

– Część dzieci i młodzieży je posiłki, część nie je – podobnie jest z każdym innymi posiłkiem serwowanym u nas. Dziś mieliśmy na obiad barszcz ukraiński i zapiekankę z soczewicy. I na przykład z barszczem było tak, że wcześniej był lekko dosładzany i dokwaszany, by nadać mu określony smak. Teraz tego nie robimy, a różnica w smaku jest dostrzegalna przez uczniów – i nie wszystkim pasuje, mówią że posiłki bywają jałowe. Najwięcej uwag dotyczy jednak braku cukru w diecie. Do tego stopnia, że niektórzy rodzice rozważają wypisanie dzieci z obiadów, bo argumentują, że skoro dziecko nie je, to po co płacić.

Jak wygląda nowe menu w wypadku śniadań i kolacji?

– Jesteśmy w szczególnej sytuacji, dlatego że część naszych podopiecznych je nie tylko obiady w stołówce ośrodka, ale – jako że mieszka w internacie – korzysta z pełnych posiłków, a więc również śniadań i kolacji. W ich wypadku jednak zmiany są bardzo na plus – możemy serwować jeszcze bardziej urozmaicone posiłki, młodzież jest z nich bardzo zadowolona. Na kolacje i śniadania podajemy razowy chleb, mamy większy wybór wędlin, kiełbasek – drobiowych i wieprzowych, są pasty warzywne, naleśniki z mąki wieloziarnistej, jest z czego wybierać i to widać na talerzach.

Szkoły według zaleceń powinny korzystać w miarę możliwości z usług lokalnych dostawców i sezonowych produktów. To jak się wydaje ogromne wyzwanie stojące przed intendentami, by takie produkty zapewnić…

– Jest to dla nas problem organizacyjny. Wszystko przez to, że podpisujemy umowy na dostawy produktów spożywczych na początku roku. W jego trakcie nie możemy ich zmienić, nie mamy więc możliwości skorzystania teraz np. z usług dostawców zapewniających lokalne produkty. W grudniu będziemy przygotowywać nowy przetarg, w którym będziemy zobowiązani do korzystania również z lokalnych produktów.

Podsumowując – nowe zasady żywienia przyjęły się wśród uczniów?

– Mamy pod opieką 200 dzieci i młodzieży, z tego z obiadów korzysta 120 osób. Z kolei w internacie mieszkają 42 osoby, one otrzymują również śniadania i kolacje. Wśród nich jest młodzież z wybiórczością pokarmową, a przyzwyczajenie się do nowych smaków to długi proces, by dziecko wzięło posiłek do buzi i go zjadło. Z naszej perspektywy, po kilku tygodniach obserwacji, istotne jest to, że nie wyrzucamy więcej jedzenia niż dotychczas, nie można więc powiedzieć, że po zmianie zasad marnuje się więcej jedzenia. Niektórzy jedzą lepiej, inni gorzej, ktoś inny chętnie zje dokładkę za kogoś, strat nie ma.

Zapisz się do newslettera Bydgoszcz Informuje!

Udostępnij: Facebook Twitter