Jakub Patecki i Marcin Pawłowski (Pawbeats) zdobyli po raz pierwszy dwa pięciotysięczniki / Fot. Pawbeats
Pawbeats, czyli Marcin Pawłowski, bydgoski kompozytor i producent muzyczny współpracujący m.in. ze znanymi polskimi hip-hopowcami zapisał się wraz z Jakubem Pateckim na kartach polskiego i światowego himalaizmu. Jako pierwszy zdobył dwie góry w pasie Karakorum. Jednej z nich nadali nazwę RL9.
Bydgoszczanin wyruszył na wyprawę do Pakistanu 8 września z myślą o wejściu na niezdobyte dotąd szczyty w Karakorum, drugim wśród najwyższych pasm górskich na świecie. Muzyk od kilku lat oprócz nagrywania i koncertowania realizuje swoją pasję do wspinania gór.
Wejść i zapisać się w historii
Pawbeats kilka lat temu zakochał się w wysokich górach. W 2023 roku wraz podróżnikiem Jakubem Pateckim wszedł na Ama Dablam w Nepalu (6812 m. n.p.m.), a w 2024 zdobył najwyższy szczyt Afryki Kilimandżaro. W październiku 2024 roku podjął próbę pierwszego w historii wejścia na niezdobyty Sherson Peak (6432 m n.p.m.) na granicy Nepalu i Chin, lecz ze względów bezpieczeństwa zrezygnował z ataku szczytowego. Po dwóch latach podjął kolejne próby zaliczenia dziewiczych szczytów.
Na wrześniową wyprawę do Północnego Karakorum wybrał się znów z Pateckim, który pod koniec 2025 roku zdobył Koronę Ziemi. W planie mieli wejście na trzy szczyty, na których nie był jeszcze żaden człowiek. 22 września w rejonie gór Ghujerab zdobyli szczyt o wysokości 5270 m n.p.m. – Gdyby nie Kuba, nie wszedłbym nigdy w życiu. Jestem dzisiaj bardzo przejęty, nie wiem, chyba dumny, ale dotrze do mnie za jakiś czas. W naszym teamie był tragarz wysokogórski (HAP) Nazir Sadpara, który również wszedł na szczyt – pisał kilka godzin po wejściu na szczyt.

Trzy dni później, jako pierwsi, zdobyli szczyt górski oznaczony na mapach polskiego himalaisty Jerzego Wali powstałych we współpracy z Januszem Majerem było on oznaczony jako Peak 59, ale już od tego momentu Polacy, jako pierwsi zdobywcy, mieli możliwość nadania imienia szczytowi.
– Od dzisiaj, mierzący 5349 m n.p.m. wierzchołek mianujemy nazwą RL9 – honorując Roberta Lewandowskiego, jednego z największych polskich sportowców wszech czasów, ikonę motywacji, wytrwałości i ciężkiej pracy. Pomysł na to przemianowanie góry był dość spontaniczny – zaczęło się od tego, że nasz cel był nomen omen „po lewej” stronie od naszego base campu, a reszta już zadziała się sama – wyjaśnił Pawbeats – Prognozy były niesprzyjające, a zbliżające się załamanie pogody pchnęły nas w zaatakowanie drugiego szczytu bez odpoczynku po pierwszym. Lecimy do namiotów się regenerować, zmienić gacie, grać w szachy (tzn. ja przegrywać), wymyślać scenariusz koncertu Pawbeats Orchestra 2027 (jak wrócę, puszczamy bilety) i planować kolejne wejścia, bo to nie koniec wyprawy – pisał Marcin Pawłowski
Po marzenia, ale bezpieczeństwo najważniejsze
Po kolejnych trzech dniach, 28 września chcieli zdobyć kolejny niezdobyty szczyt. – Niestety nasz cel okazał się być wyjątkowo lawiniasty, sporo depozytów, a kąt nachylenia kuluaru idealny by wywołać lawinę, która przy tej ilości śniegu i tak mogłaby polecieć samoistnie. Trochę smutno, ale tylko trochę, bo czuję dużo radości poprzednimi eskapadami i one wszystko rekompensują – oznajmił.
Teraz przed artystą wypoczynek, czas na dzielenie się relacjami z wyprawy i przygotowania do koncertu Pawbeats Orchestra 2027.

Zapisz się do newslettera „Bydgoszcz Informuje”!


