„Piotruś Pan i Wanda”, musical o chłopcu, który nie chce dorosnąć

Próba medialna „Piotrusia Pana i Wandy” w bydgoskiej Operze Nova / Fot. Szymon Makowski

Już w sobotę 24 października premiera musicalu „Piotruś Pan i Wanda” w bydgoskiej Operze Nova. We wtorek odbyła się próba medialna, na której zespół przedstawił sceny z Piotrusiem i Wandą oraz z piratami.

„Piotrusia Pana” znają wszyscy. Książka opowiada o chłopcu, który nie chce dorosnąć, a niekończące się dzieciństwo spędza na wyspie Nibylandii, na której przeżywa niezwykłe przygody. O tym, czym będzie wyróżniać się bydgoska realizacja, jakie wyzwania czekają wykonawców i dlaczego warto wybrać się na ten spektakl całą rodziną, opowiada reżyserka Agnieszka Płoszajska. 

Roman Laudański: – Jak nastroje przed sobotnią premiera?

Agnieszka Płoszajska: – Towarzyszą nam wyłącznie emocje. Jesteśmy rozemocjonowani już od dawna. Mamy niewiele czasu, dlatego praca wrze. Nie ma spania, jest robota (uśmiech).

– Podejmujecie temat ograny wcześniej na różne sposoby łącznie z produkcjami hollywoodzkimi. Czym będzie różniła się bydgoski spektakl? Dowiemy się, dlaczego Piotruś Pan nie chce dorosnąć?

– Jestem przekonana, że znaleźliśmy swój sposób na opowiedzenie tej historii. Przede wszystkim chcemy trochę zdemaskować mit i legendę o chłopcu, który jest fantastyczny i nie chce dorosnąć. Owszem, jest bardzo charyzmatyczny i fascynujący, ale ma również swoją mroczną stronę. Postanowiliśmy skupić się na tym i trochę ten mit zdemaskować po to, by dwunastoletnie dziewczynki nie czekały aż przyjedzie jakiś Piotruś Pan, posypie proszkiem i zabierze je do Nibylandii.

– Armia ludzi pracowała nad „Piotrusiem Panem i Wandą”, jak udaje się pani ogarniać całość?

– To jest moja funkcja, cieszę się, że mogę ją pełnić, że mogę być kapitanką tego okrętu pirackiego (uśmiech). Opera Nova to bardzo dobrze zorganizowana instytucja. Tu nie takie rzeczy się działy. Obok mnie jest najwspanialszy kierownik techniczny na tej części globu – Jarosław Jeziorski, który od czterech dekad zawiaduje sceną. Mamy mnóstwo, naprawdę mnóstwo wyzwań, ponieważ jest gigantyczna scenografia, efekty kaskaderskie i wielka ekipa. To co mogłam zrobić przed wejściem na scenę, zrobiłam. Przeprowadziłam psychologicznie postaci, działaliśmy w sali prób, ale to zupełnie coś innego niż gdy wchodzimy w zaprezentowane dziś moduły. To jest wyścig z czasem, jak u Kapitana Haka, który boi się Tik – Tak Budzika i my trochę też. Wolelibyśmy, żeby czas zwolnił, ale zapewniam, że setki ludzi tu pracują nad tym, żeby efekt był zachwycający.

– „Piotruś Pan i Wanda” to spektakl rodzinny?

– Zdecydowanie tak. Nawet jeśli ktoś nie ma dziecka pod opieką, to i tak zapraszam do opery, posłuchać przepięknej muzyki i może zobaczyć siebie w tej historii? Wrócić do dzieciństwa, ale i zagłębić się w tę legendę i zobaczyć jej drugie dno.

Zapisz się na newsletter „Bydgoszcz Informuje”!

Udostępnij: Facebook Twitter