Bydgoszczanin zdobył już mistrzostwo świata w żeglarstwie. A teraz zdaje maturę

Przed żeglarzem z Bydgoszczy kolejne wyzwanie – matura / Fot. S. Makowski/UMB

Bartosz Żmudziński ma już na swoim koncie młodzieżowe mistrzostwo świata w żeglarstwie. Ponad połowę życia poświęcił żeglarskiej pasji. Teraz zalicza egzamin dojrzałości. Przed nim kolejny czempionat globu.

Między 15 a 19 grudnia ubiegłego roku, kiedy większość z nas szykowała się do świąt Bożego Narodzenia, w Vilamourze, kurorcie położonym na południowym wybrzeżu Portugalii, najlepsi na świecie młodzi żeglarze spotkali się podczas Mistrzostw Świata Juniorów World Sailing. Wśród nich był młody Bydgoszczanin, który osiągnął życiowy sukces w tym sporcie.

To były najtrudniejsze, a zarazem najbardziej emocjonujące regaty w moim życiu. Z pięciu dni pływaliśmy tylko trzy i łącznie zaliczyliśmy osiem z trzynastu zaplanowanych wyścigów. Wraz z moim sternikiem przez cały czas utrzymywaliśmy się na czele stawki, aż do ostatniego wyścigu, kiedy chwilę wcześniej w wirtualnej klasyfikacji spadliśmy na drugą pozycję. Dopłynęliśmy na dalekiej pozycji. O pięć punktów wyprzedzili nas Francuzi. To dużo, ale do odrobienia w jednym wyścigu. W głowach kotłowało się wiele myśli, ale byliśmy pewni jednego – jeśli chcemy to wygrać, to teraz – relacjonuje zawody Bartosz Żmudziński, tegoroczny absolwent VI Liceum Ogólnokształcącego w Bydgoszczy, który startował w zawodach wraz z Szymonem Kolką w klasie 29er.

Wiedzieliśmy, że w finałowym starciu musimy być o sześć miejsc przed ekipą francuską. Po ostatniej rozmowie z trenerem utrzymywaliśmy zimną krew. Musieliśmy popłynąć swój najlepszy wyścig w życiu i po prostu robić swoje. Kiedy dopłynęliśmy na metę, nie byliśmy pewni jakie będzie rozstrzygnięcie w mistrzostwach. Liczyliśmy łódki. Wiedzieliśmy, że punktowo może być bardzo ciasno, więc nie cieszyliśmy się przedwcześnie. Gdy podpłynęliśmy łódką do łodzi trenerskiej, najbardziej było widać cieszącego się jednego trenera – naszego. Oczywiście wiedzieliśmy, że to jeszcze nieoficjalne, ale wybuchła w nas euforia. Wygraliśmy jednym punktem – opowiada z dumą.

Koleżanki z kadry zdobyły srebrny krążek w tej samej klasie, więc były to bardzo udane regaty dla naszego kraju. Impreza miała olimpijską oprawę. Startowały w niej załogi z około 70 krajów, a z każdej nacji przyjechali najlepsi żeglarze.

Z pokładu do szkolnej ławki

Mistrz w tym roku zasiądzie po raz ostatni w szkolnej ławce, by napisać egzamin dojrzałości. Jak się okazało, łączenie żeglarskich treningów z nauką poszło mu wyśmienicie. Pod koniec kwietnia ukończył z wyróżnieniem ostatni rok szkolny w VI Liceum Ogólnokształcącym, w klasie informatyczno-matematycznej. Na maturalnych rozszerzeniach Bartek postawił na przedmioty ścisłe – informatykę i matematykę, a jako dopełnienie – język angielski.

Intensywne trenowanie żeglarstwa łączyły się z długimi nieobecnościami w szkole. Pomimo że sezon w Polsce kończy się mniej więcej w październiku, trenować trzeba było cały rok. W okresie zimowo-wiosennym kadra wyjeżdża na zgrupowania za granicę, często do Hiszpanii i Włoch. Długie wyjazdy Bartek musiał łączyć z pracą na bieżącym materiale w szkole. Gdy w Polsce pogoda zaczyna się poprawiać, sprzęt młodych żeglarzy wraca do kraju. W okresie przygotowawczym do imprez mistrzowskich, mniej więcej od kwietnia do lipca, wraz z partnerem z załogi pływają na Zatoce Gdańskiej.

Bartosz Żmudziński na początku żeglarskiej pasji w łódce Optimist / Fot. nadesłane

Po wywalczeniu eliminacji do imprez głównych, jakimi są mistrzostwa Europy i świata, kadra bezpośrednio podróżuje do miejsc, w których te zawody będą się odbywać. Przed startem trzeba sprawdzić akwen, zrobić notatki i zebrać informacje, które w rezultacie dadzą przewagę nad innymi załogami.

Pasja z Zalewu Koronowskiego rozpłynęła się po całej Europie

Pasja do żagli urodziła się u mnie dość wcześnie. Razem z rodzicami, jeszcze jako dziecko, jeździliśmy nad Zalew Koronowski w weekendy popływać własną łódką. Jak się później okazało, tata poznał mojego przyszłego trenera właśnie w marinie, w której trzymaliśmy łódkę. Z czasem szlaki przetarła mi starsza siostra, która dołączyła do nowo zbudowanej grupy. Wtedy obserwowałem jej treningi, potem postanowiłem spróbować swoich sił na łódce Optimist, czyli najmniejszej jednostce regatowej przeznaczonej dla dzieci i młodzieży. I tak na dobre zaczęła się moja przygoda z żeglarstwem. Po paru latach, gdy nasza grupa się rozpadła, swoje nowe miejsce do pływania znaleźliśmy w Żninie. Z czasem, gdy poziom się zwiększył, a wraz z nim apetyt na zdobywanie medali, trzeba było poszukać kolejnego miejsca i tak trafiłem do Charzyków.

Kiedy skończył 15 lat i trzeba było podjąć decyzję o zmianie dotychczasowej klasy, Bartek wybrał klasę 29er, tzn. skiffy dwuosobowe (sternik i załogant). Są bardzo zwrotne i rozwijają duże prędkości, a przy tym wymagają niezwykłej kontroli. Jednostka składa się z dwóch podstawowych żagli – grota i foka oraz dodatkowego – genakera. Jeden wyścig w tej klasie trwa około 30 min. Rywalizacja odbywa się na trasie wyznaczonej przez organizatorów, zazwyczaj oznaczonej bojami, które należy omijać określoną burtą – połowę wyścigu pod wiatr, a drugą część z wiatrem. Na płaskiej wodzie, przy dobrym wietrze, żeglarze są w stanie poruszać się z prędkością ponad 20 węzłów, tj. ok. 40 km/h. Klasa 29er jest dedykowana młodzieży do 18. roku życia, stanowi zarazem przygotowanie do olimpijskiej klasy 49er.

Medale zdobyte na przestrzeni lat w mistrzostwach Polski, sprawiły, że jako nowy członek kadry narodowej 29er mógł się rozwijać pod okiem najlepszych trenerów w kraju. W swoim pierwszym roku, jeszcze w roli sternika, wraz ze swoim partnerem z załogi zdobył mistrzostwo Europy i wicemistrzostwo świata U17 w tej klasie.

Podczas mistrzostw świata w Portugalii Bartek pełnił już rolę załoganta. Po sezonie 2023/2024 gabaryty nie pozwalały mu pełnić roli sternika, więc naturalną alternatywą w tym przypadku była zmiana roli na łódce. Do jego zadań, zaraz po starcie, który odbywa się pod wiatr, należało operowanie grotem. Później, kiedy ustawiali się z wiatrem, wyciągał i przytrzymywał genakera oraz dociążał masą swojego ciała jednostkę. Załogant wisi całym ciałem za łódką – dzięki temu możemy zobaczyć imponujące zdjęcia, gdy balansuje na krawędzi skiffa tuż nad taflą wody.

Bartosz Żmudziński balansuje na krawędzi łódki / Fot. nadesłane

Żeglarstwo. „Polecam każdemu”

– Często zdarza się wypaść za burtę, wywrócić łódkę? – dopytujemy.

To się zdarza. Na początku swojej przygody z tą łódką wywracaliśmy się częściej. Ta klasa niestety nie wybacza błędów. Na dodatek jest bardzo szybka, więc jeden zbyt gwałtowny ruch i już jesteś w wodzie. Czasem zdarza się, że dojdzie do drobnej kontuzji, najczęściej to stłuczenia kości i lekkiego naciągnięcia mięśni, szczególnie na kursie z wiatrem, gdy dziób z pełnym impetem wryje się w falę. W takiej sytuacji ja, jako załogant, który ma kontakt z kadłubem tylko na krótkim odcinku podeszwy buta, lecę bezwładnie do wody jak worek ziemniaków – odpowiada.

Mimo to nie dziwi nas, że po dziesięciu latach pływania każdemu poleca żeglarstwo:

Nie mówiąc już o tej odczuwalnej wolności na wodzie – woda zawsze była moim żywiołem. Dla mnie ten sport stał się taką furtką na świat. Na zagranicznych wyjazdach jedyną formą porozumienia jest język angielski, więc siłą rzeczy trzeba go po prostu umieć. Bardzo cenię sobie ten sport za to, ile nowych znajomości mi przyniósł, nie tylko kolegów z naszego kraju. Takie codzienne zetknięcie z ludźmi z innych krajów bez wątpienia buduje umiejętności komunikacyjne – wyjaśnia.

Bartosz Żmudziński z Szymonem Kolką po zdobyciu mistrzostwa świata / Fot. nadesłane

To też sport niszowy, więc na pewnym etapie pojawiają się pytania o koszty. Rozpoczęcie przygody z żeglarstwem nie wymaga dużego wkładu, nie trzeba mieć własnej łódki. Z czasem, gdy poziom staje się wyższy, sprzęt odgrywa coraz większą rolę i trzeba trochę w niego zainwestować. Oczywiście związek żeglarski pomaga przez dofinansowania, ale w tym sporcie, na takim poziomie (przedolimpijskim), trzeba liczyć się z opłatami chociażby za logistykę wyjazdów zagranicznych, opłacenie trenera i transport sprzętu z Polski na drugi koniec Europy.

W lipcu tego roku wystartuję w ostatnich mistrzostwach świata w klasie 29er w niemieckiej Kilonii. Podjąłem decyzję, że po tym sezonie skupię się na studiach. To był trudny wybór, bo w końcu od dziesięciu lat na poważnie zajmuję się żeglarstwem, ale chcę skupić się nad swoim rozwojem na studiach. Nie będę trenował z taką intensywnością, jak dotychczas. Ale na pewno żeglarstwo zostanie ze mną. Takich ludzi jak ja jest dużo więcej, więc chociażby dlatego organizowane są różne ligi młodzieżowe czy Akademickie Mistrzostwa Polski – tłumaczy.

Celuje w studia na Politechnice Gdańskiej, więc wodę będzie miał blisko. Bartkowi, jak i wszystkim maturzystom, życzymy połamania piór i satysfakcjonujących wyników.

Zapisz się do newslettera „Bydgoszcz Informuje”!

Udostępnij: Facebook Twitter