Katarzyna Chmara / Fot. B. Witkowski/UMB
Co się stanie, jeśli aktor zapomni tekstu? W tradycyjnym teatrze – katastrofa. W improwizacji – początek historii. Tu nie ma scenariusza, a widz może mieć wpływ na to, co wydarzy się na scenie. „Błędy to prezenty” – mówi Katarzyna Chmara, aktorka, wykładowczyni i współtwórczyni Improdromu. W rozmowie opowiada o tym, jak improwizacja zmienia aktorów, dlaczego nie każdy aktor jest dobrym improwizatorem i co przez kolejne edycje zmieniło się w bydgoskim festiwalu.
Festiwal Improdrom rozpocznie się już 10 września i potrwa do 13 września. Jubileuszowa, 10. edycja odbędzie się w Teatrze Kameralnym im. Wandy Rucińskiej w Bydgoszczy. Festiwal rozpocznie się w czwartek spektaklem „CHONO na bazgroły”, w którym improwizację teatralną połączono z rysunkiem i muzyką na żywo. O godz. 20.15 widzowie zobaczą „Lokatorów z zaświatów” – komedię improwizowaną rozgrywającą się na granicy świata żywych i umarłych.
Daria Bołka: Pani była związana z Improdromem od samego początku, choć dziś pełni zupełnie inną rolę. Jak wyglądały początki festiwalu?
Katarzyna Chmara: Pierwszy festiwal odbył się w Miejskim Centrum Kultury. Byłam wtedy współzałożycielką grupy WymyWamy. Ta grupa już nie istnieje – po dziesięciu latach stwierdziłyśmy, że nasze drogi się rozeszły, każdy ma coś innego w życiu do robienia. Wspólnie z Marzeną Matowską otworzyłyśmy Improdrom. Początkowo był to festiwal tak zwanej Młodej Krwi Impro. Improwizacja była wtedy, szczególnie w Bydgoszczy, raczkującym projektem teatralnym. Z roku na rok festiwal stawał się jednak coraz większy.
Dziś Improdrom jest festiwalem międzynarodowym. Czy improwizacja przyszła do Polski z zagranicy? Czy też ta forma teatralnej sztuki rozwijała się niezależnie w różnych krajach?
Na pewno w latach 50. był wielki boom na improwizację w Stanach Zjednoczonych, a potem ta forma trafiła do Anglii. U nas improwizacja teatralna istnieje już od około 25 lat. Kiedy wróciłam do Bydgoszczy, bo to jest moje rodzinne miasto, powstało WymyWamy. Działałyśmy na poziomie bydgoskim, ale również ogólnopolskim, bo jeździłyśmy na różne festiwale. Takich festiwali jest dziś w Polsce sporo.
Skoro festiwale stają się coraz większe i bardziej profesjonalne, czy sam teatr improwizacji może stawać się bardziej profesjonalny? Czy do tej formy sztuki potrzebny jest dyplom z aktorstwa czy to może być zabawa dla amatorów takich jak ja?
To są dwie drogi. Pierwsza droga jest taka, że każdy może improwizować. Są warsztaty stricte dla osób, które nigdy nie improwizowały, nigdy nie stały na scenie. Więc to są warsztaty od podstaw i tego się jakby uczymy, bo to też jest jakby proces poznawania tej improwizacji. I drugi nurt również, gdzie to jest bardzo profesjonalne. ja już improwizuję od ponad 16 lat, więc jakby już jestem na poziomie profesjonalnym. Ale istnieje wiele grup, które traktują to jako hobby, poświęcają temu swój wolny czas.
Czyli improwizują ludzie, którzy nie pracują w aktorstwie, w teatrze?
Tak. Pracują w innych dziedzinach, ale też łączą różne sztuki. Mamy grupę z Łodzi, która łączy rysunek i muzykę, wspólnie tworząc spektakle improwizowane. Są więc dwie strony. Nie wszyscy aktorzy mogą improwizować i nie wszyscy improwizatorzy mogą stać się aktorami.
A to jest ciekawe. Dlaczego nie każdy aktor może być dobrym improwizatorem?
To jest tak, że tutaj troszeczkę trzeba wyjść poza ramy. Spektakl improwizowany nie ma scenariusza. Improwizujemy tu i teraz. Jest to jakiś format, który jest wcześniej wymyślony przez nas, ale to, co się wydarzy – sam tekst, który wypłynie ze sceny – wszystko jest ad hoc i właśnie w danym momencie na scenie.
Decydują o tym cechy osobowości, wrodzona kreatywność?
Absolutnie tak. Duża kreatywność, duże poczucie takiej też otwartości scenicznej. I też niebanie się przekraczania swoich limitów, swoich granic. To troszeczkę wyjście poza taką strefę komfortu i wyjście poza tak zwane pudełko, prawda? Oczywiście też trzeba się uczyć i też jakby nie wszyscy czują się w tym dobrze.
A dla Pani? Trudniejsze jest wyjście na scenę teatralną w tradycyjnej sztuce czy spektakl improwizowany?
Ja myślę, że to jest po równo. Ja bardzo kocham improwizację, bo ona mi daje, przede wszystkim to, że jestem bardziej nastawiona na słuchanie partnera. I to jest dla mnie bardzo ważne, zarówno w spektaklu scenariuszowym, takim jak np. „Dżuma”, jak i w spektaklu improwizowanym. Najważniejszy dla mnie jest partner. Muszę być na nim skupiona. Muszę usłyszeć, co ten partner ma mi do zaproponowania i wtedy mogę odbić pałeczkę i mogę puścić wodze wyobraźni. Inspiruje nas też publiczność.
Czyli widzowie też biorą udział w spektaklu?
Absolutnie. To jest zawsze interaktywne. Widzowie oczywiście niekoniecznie fizycznie pojawiają się na scenie, ale zawsze pojawia się jakieś słowo, inspiracja czy zdanie z publiczności, które może wpłynąć na to, co wydarzy się dalej. Dużo zależy też od formatu, który prezentujemy. Pierwszego dnia festiwalu zobaczymy połączenie rysunku, muzyki na żywo i improwizacji teatralnej. Grupa z Łodzi wystąpi z artystką-plastyczką, która będzie na bieżąco szkicowała inspiracje od publiczności. Będzie też spektakl inspirowany serialem „Duchy”, a w piątek przedstawimy „Piastówny” – spektakl scenariuszowy napisany na podstawie prób improwizacji. To one-woman show w rewiowym stylu, z dużą ilością kostiumów. Będzie blichtr i iście po królewsku. Potem zobaczymy improwizowany musical grupy Improkracja z Teatru Capitol we Wrocławiu. To projekt, o który długo już walczyłam, bo oni bardzo rzadko wyjeżdżają. W sobotę będzie „Co robimy po ciemku”, czyli kolejny spektakl kostiumowy, tym razem o wampirach. A na sam koniec, jako wisienka na torcie, wystąpi brytyjska grupa The Maydays. Specjalizują się w improwizowanych musicalach już od ponad 20 lat. Tworzą musicale w stylu Tima Burtona – jest trochę mrocznie, ale również zabawnie, a do tego niesamowicie śpiewają. Używają prostego języka angielskiego, więc jeśli ktoś nie zna go komunikatywnie, nie musi się martwić. Jest dużo śpiewania i każdy złapie tę historię. Po głównych spektaklach w Eljazzie odbędą się bezpłatne pokazy projektów improwizowanych grup, które nie dostały się na festiwalową scenę główną.
Tutaj wychodzi kolejna ciekawa rzecz. Wiemy, o czym będą spektakle. Znamy ich tytuły…Ale scenariusza nie ma?
Absolutnie, scenariusza nie ma. Przed spektaklem aktorzy ustalają ramowy plan. Wiedzą, gdzie jest początek, środek i koniec, ale cały środek wypełniają sami. Biorą na przykład zawód czy imię głównego bohatera i cały świat tworzą tu i teraz, na naszych oczach. Wszystko może się więc zdarzyć, a historia może popłynąć w zupełnie różnych kierunkach. To wszystko zależy od energii publiczności i od energii improwizatorów danego dnia. Nie ma dwóch takich samych spektakli. Gwarantuję też, że nagrany spektakl zupełnie inaczej się odbiera niż ten oglądany na żywo w teatrze. Czasem jest tak, że jesteśmy razem z partnerem w scenie, powiemy coś i nie możemy powstrzymać wybuchu śmiechu. Tym bardziej jest to ciekawe, bo widz uwielbia, kiedy aktor na scenie troszeczkę się „wykoślawia” i myli. Błędy to prezenty i z tego korzystamy. Jest to dodatkowy walor spektaklu improwizowanego.
Czy ta publiczność bydgoska po dziesięciu edycjach Improdromu też w jakiś sposób dojrzała razem z tym festiwalem? My się uczymy jako ludzie brać udział w takich spektaklach, reagować, mówić coś do aktorów?
Myślę, że tak. Poza festiwalem raz w miesiącu na małej scenie w Domku Rybaka gramy spektakle improwizowane dla dorosłych. Od zeszłego roku rozpoczęliśmy też improwizowane bajki dla dzieci. Uczymy widzów, że przez godzinkę mogą być z nami w innym świecie. Nawet teatr tradycyjny wychodzi już poza te sztywne ramy do widzów.
Skoro teatr wychodzi z ram, to teatr Impro wychodzi poza scenę na ulice, parki, skwery?
Oj tak. W zeszłym roku z okazji Improdromu mieliśmy flash mob, który zapraszał ludzi z ulicy na festiwal. W tym roku organizujemy debatę w Urban Labie. Będziemy rozmawiać o tym, jak improwizacja i arteterapia pomagają młodym ludziom. To wydarzenie skierowane jest do nauczycieli, młodych ludzi i rodziców. W Urban Labie organizujemy też otwarte, bezpłatne warsztaty dla grup zorganizowanych i osób, które nie miały wcześniej kontaktu z improwizacją. Z kolei w Teatrze Kameralnym odbędą się warsztaty dla osób, które już mają doświadczenie z improwizacją i przyjeżdżają na festiwal z całej Polski.
Jest Pani wykładowczynią i aktorką, a mimo tego została Pani z tą improwizacją. Co jest takiego w tej formie teatralnej, że jednak Panią ciągnie do tego po tylu latach?
Improwizacja daje nam też dużą swobodę. To jest tak, że pracując ze scenariuszem jest wszystko wspaniale, ja uwielbiam pracę nad tekstem, uwielbiam budować spektakl pod okiem reżysera, ale improwizacja teatralna daje nam właśnie taką przestrzeń, taką wolność wyrażania. Jest się też troszeczkę samemu reżyserem, trochę można zaufać sobie i jakby puścić te lejce wyobraźni i fantazji, i to, co dana scena w teatrze i w spektaklu scenariuszowym wymaga stricte od właśnie scenariusza, tutaj niekoniecznie, że możemy zaskoczyć widzów i partnera scenicznego z zupełnie jakimś innym rozwiązaniem scenicznym. Czasami improwizuję z nieznanymi mi ludźmi. Też improwizuję w języku angielskim, bo dużo podróżuję po świecie, po różnych festiwalach. Zaraz właśnie po naszym festiwalu wyjeżdżam do Lipska, potem do Słowenii na festiwale też międzynarodowe.
– W impro nie ma scenariusza, a jaki scenariusz napisałaby Pani na kolejne, miejmy nadzieję, 10 lat naszego bydgoskiego festiwalu?
Chciałabym móc zapraszać coraz więcej grup, które tworzą na świecie i są naprawdę w wielkich czołówkach. Najbardziej znani światowi aktorzy filmowi zaczynali właśnie od improwizacji. Na początku przechodzili przez kursy improwizacyjne, żeby potem móc stanąć na scenie, w teatrze czy w znanych filmach. Ten świat jest ogromny i rozległy. Myślę, że warto przybliżać naszym bydgoskim, przede wszystkim kujawsko-pomorskim widzom tę sztukę i ten rodzaj formy teatralnej. Improwizacja co prawda już nie raczkuje, bo 25 lat to sporo, ale wciąż ma wiele do pokazania – nie tylko na polu ogólnopolskim, ale również międzynarodowym. Co roku powstaje około 250, jak nie 300 grup improwizowanych, które tworzą się po warsztatach. Działają z większym lub mniejszym sukcesem, wiadomo, ale cieszę się, że to się rozwija. To jest piękne, że można tę sztukę sobie tworzyć. Jest w tym taka radość tworzenia i to jest cudowne.
Zapisz się do naszego newslettera!


