Stare, dobre I Liceum Ogólnokształcące – lata 1961-65. „Chodziłem do klasy niemieckiej. Było nas czterdzieścioro” [ZDJĘCIA]

Uczniowie I LO – lata 1961_1965 / Archiwum M. Sałacińskiego

Nasi czytelnicy nadsyłają do redakcji „Bydgoszcz Informuje” swoje szkolne wspomnienia i zdjęcia. – Chciałbym się i ja z wami nim podzielić. Minęło już ponad 60 lat od matury – mówi Miłosz Sałaciński, uczeń I Liceum Ogólnokształcącego w latach 1961-1965.

Wtedy I LO nosiło imię Ludwika Waryńskiego [od 1992 roku patronem szkoły jest Cyprian Kamil Norwid – przyp. red). To najstarsze liceum w mieście, kontynuator tradycji międzywojennego Państwowego Gimnazjum Klasycznego. Jej absolwentami byli m.in. odkrywca kodu Enigmy Marian Rejewski, reżyser Jerzy Hoffman, chirurg prof. Zygmunt Mackiewicz czy minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.

– Chodziłem do I LO w latach 1961-65, do klasy „e”, czyli niemieckiej. W moim roczniku było pięć klas: trzy angielskie, jedna łacińska i jedna niemiecka. Tak je rozróżniano po drugim języku obcym, bo pierwszym był wtedy oczywiście rosyjskim. W każdej z klas było po 40 osób. Piękne to były czasy, szkoła w samym centrum, przy parku – wspomina Miłosz Sałaciński, który przez wiele lat było fotoreporterem Expressu Bydgoskiego i współpracownikiem Super Expressu.

– Do szkoły wchodziło się wtedy wejściem od ul. Krasińskiego. Jak była zima, a w mojej młodości były prawdziwe zimy ze śniegiem i mrozem trzymającym przez wiele tygodni, to się od razu wchodziło na lodowisko. Zimą na boisku było robione. Wylewało się wodę i można było grać w hokeja. Mieliśmy także ogródek na terenie szkoły. Był oczkiem w głowie nauczyciela od biologii. Zawsze kiedy nie chciało się nam być na jego lekcjach, mówiliśmy, że w ogródku jest sucho jak na Saharze. Wysyłał nas, żeby go podlewać i wracało się na koniec biologii. Kiedy kończyłem I LO, w 1965 roku, to minęło już 20 lat od wojny, a pamiętam, że w gronie profesorów byli jeszcze tacy, którzy byli nauczycielami w okresie międzywojennym, w gimnazjum klasycznym – wspomina Miłosz Sałaciński, który przesłał do redakcji zdjęcia z czasów licealnych. – To fotografie ze szkoły, z naszych wyjść, wycieczek i zabaw – opowiada.

Widać, że młodzi ludzie ubierali się wówczas inaczej, na porządku dziennym były marynarki i krawaty? – pytam.

– A także obowiązkowo noszone tarcze szkolne – odpowiada Miłosz Sałaciński – Na jednym ze zdjęć widać kilka osób. Wszyscy mają marynarki, a tylko jedna jest w ortalionie. To nauczyciel matematyki – wspomina – Nie wiem, czy można o takich rzeczy wspominać, ale chodziliśmy na piwo do popularnego baru Zagłoba, na al. 1 Maja [dziś ul. Gdańska – przyp. red.] przy pl. Wolności. Kiedyś zobaczył mnie i kolegów jeden z nauczycieli. Potem na lekcji pokiwał palcem i powiedział, że młodzież chadza w miejsce, które nie powinna – opowiada Miłosz Sałaciński, uczeń I LO w latach 1961-65.

Udostępnij: Facebook Twitter