Jerzy Kanclerz, prezes Polonii Bydgoszcz: Wierzę w nasz awans do ekstraligi

Jerzy Kanclerz kieruje bydgoską Polonią od 2019 roku. Na zdjęciu z kapitanem Abramczyk Polonii, Szymonem Woźniakiem / Fot. B. Witkowski/UMB

– Nasi zawodnicy nie mogą się na treningu zabijać o miejsce w składzie na mecz. Do tego nie dopuszczę – mówi prezes bydgoskiej Polonii Jerzy Kanclerz.

W tym sezonie żużlowcy Abramczyk Polonii zapowiadają kolejne podejście do walki o awans do PGE Ekstraligi. Początek zmagań już 5 kwietnia. Bydgoszczanie rundę zasadniczą rozpoczną od bardzo ważnego spotkania z Cellfast Wilkami Krosno. Drużyna z Podkarpacia ma być dla „Gryfów” największym rywalem w drodze awansu do PGE Ekstraligi. Ten mecz zaplanowano na Wielkanoc, 5 kwietnia 2026 roku, na stadionie Polonii przy ul. Sportowej 2.

Wojciech Borakiewicz: O cel na ten sezon nie pytam, bo on jest oczywisty – awans do żużlowej ekstraligi. Zadam jednak inne pytanie: jakie są najważniejsze atuty Abramczyk Polonii, które sprawiają, że można głośno mówić o takim celu?

Jerzy Kanclerz, prezes ŻKS Polonia Bydgoszcz: Dmucham na zimne, bo wiadomo, że sport żużlowy jest urazowy. O tym trzeba zawsze pamiętać. Metalkas 2. Ekstraliga jest bardzo wyrównana i mamy wiele mocnych drużyn. To nasze trzecie podejście do awansu i głośno mówimy, że chcemy znaleźć się w PGE Ekstralidze. A nasze atuty? Przede wszystkim skład. Na papierze mamy najmocniejszą drużynę.

A więc mamy ten pierwszy atut.

– Potwierdza to wielu ekspertów. W tym roku mamy bardzo duże szanse na awans, choć oczywiście szanuję rywali. Nasi główni przeciwnicy: Krosno, Ostrów, Poznań i być może Rzeszów też się wzmocnili

Wróćmy do tych atutów Abramczyk Polonii.

– Ważne, że wrócił do Bydgoszczy Wiktor Przyjemski. Mamy bardzo silnych juniorów. Porównują ich z tym latami świetności Unii Leszno z Dominikiem Kuberą. Zdaję sobie sprawę z tego, jak młodym żużlowcem jest Maks Pawełczak i nie wywieramy na niego żadnej presji. Jego możliwości pokazały te 10 punktów w debiucie w meczu ze Stalą Gorzów. Maks to wicemistrz Polski młodzieżowców. Współpraca z jego teamem jest bardzo dobra. Mamy teoretycznie najlepszą parę juniorską w Polsce.

Ma pan na myśli duet Pawełczak-Andrzejewski czy Pawełczak-Przyjemski?

– Wiadomo, że nie mamy zawodnika do lat 24, dlatego najlepszym rozwiązaniem jest wstawianie Wiktora Przyjemskiego pod numerami 8 lub 16. Daje to wiele możliwości. Wiktor pojedzie w meczu cztery, pięć razy. Niewykluczone jednak, że będą mecze, w których Wiktor pojedzie jako junior. Naszym atutem jest także, że mamy o jednego zawodnika więcej.

Wielu ekspertów ma w tej kwestii odmienne zdanie. Mówią, że jeden senior więcej, zawodnik bez możliwości startu, oznacza kłopot i kwas w zespole.

– Twierdzę, że każdy trener, obojętnie w jakiej dyscyplinie, mający rezerwowych zawodników na wysokim poziomie, byłby zadowolony z takiego stanu rzeczy. Uważam, że to dobrze dla klubu. Rozumiem oczywiście dyskomfort zawodników czujących, że nie mają pewnego miejsca w składzie.

Wracamy do atmosfery w drużynie. Nie obawia się pan właśnie takich problemów? W żużlu jak się nie jedzie, to się  nie zarabia.

– Wszystko omówiliśmy na zgrupowaniu w Żninie. Istotna jest, żeby taki zawodnik się utożsamiał z drużyną. Dobrym przykładem jest Tai Woffinden i jego stosunek do klubu z Wrocławia. Żużlowiec, który nie zmieści się do składu ma być w parkingu w czasie meczu, aby się z nią utożsamiał. Tak będzie w naszym przypadku na pewno przez pierwsze trzy kolejki, jak ustaliliśmy na zgrupowaniu.

A w jaki sposób trener Dariusz Śledź zdecyduje, kto zostanie w parkingu i nie znajdzie się w składzie. Taka rywalizacja np. na treningu to rzecz bardzo niebezpieczna.

– Na pewno nie będzie to trening. Do tego nie dopuszczę. Nasi zawodnicy nie mogą się na treningu zabijać o miejsce w składzie na mecz. Trening to sprawdzenie sprzętu, dopasowanie do toru, a nie ściganie się z kolegą z zespołu. Jeśli chodzi o sparingi, one także nie zawsze są miarodajne. Możesz przecież mieć za przeciwników słabszych żużlowców i dlatego zdobyć więcej punktów.

Czyli decydować będzie „oko trenera”?

– Nie wiem, czy tak to można nazwać. Ale jeśli szkoleniowiec tak doświadczony jak Dariusz Śledź obserwuje zawodników i jego sprzęt na kolejnych treningach, będzie umiał wskazać najlepszych. Dlatego, gdy szukaliśmy nowego trenera, Darek był pierwszy na naszej liście.

Porozmawiajmy jeszcze o bydgoskim torze. Wiele się bowiem pojawiło opinii, że nie jest on obecnie atutem i sprzymierzeńcem naszej drużyny, tak mocnym, jakim być powinien?

– Jasno to trzeba powiedzieć, że tor bydgoski w sezonie 2025 nie był takim, na jaki liczyliśmy. Problemy istniały i dla nas nie było praktycznie różnicy, czy jechaliśmy na wyjeździe czy u siebie. Wiele czynników na to wpłynęło. Zrobiliśmy wszystko, żeby w sezonie 2026 tor stał się naszą przewagą. Rola gospodarza jest w żużlu naprawdę znacząca.

A jak pan widzi Polonię za pięć lat?

– Ze względu na swój wiek nie spoglądam tak daleko w przyszłość. Życzyłbym sobie, żeby Polonia odgrywała mocną rolę w ekstralidze, a Grand Prix wróciło do Bydgoszczy. Niech także tworzy się ciągle zespół oparty na wychowankach. Zapowiadałem taki plan i to się udaje. Świetną robotę wykonuje Jacek Woźniak. Kolejnym z młodych talentów jest Mieszko Mudło.

Ważne też, że udało się znowu przekonać kibiców do chodzenia na Polonię. Obecność wychowanków odgrywa w tym niebagatelną rolę?

– Kibice się przekonali do zespołu. Utożsamiają się z drużyną. To wielka sprawa. Obecność wychowanków otwiera przed klubem wiele możliwości.

Zapisz się na nasz newsletter!

Udostępnij: Facebook Twitter