„Most między kulturami”. Romowie w Bydgoszczy budują swoją przyszłość między tradycją a współczesnością

Popiersie Papuszy, romskiej poetki. Czytelnia jej imienia znajduje się w SP 10. Pochowana jest w Inowrocławiu / Fot. B. Witkowski/UMB

8 kwietnia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Romów. To święto przypominające o historii, kulturze, tożsamości i jednej z największych mniejszości etnicznych w Europie. W Bydgoszczy to także okazja, by przyjrzeć się miejscu w mieście, które od lat buduje dialog i wzajemne zrozumienie. – Na spotkaniach ogólnopolskich Bydgoszcz jest podawana jako wzór – mówi Tadeusz Bosman Krzyżanowski, bydgoski Rom.

Tym miejscem jest Szkoła Podstawowa nr 10 przy ulicy Śląskiej. – Wszystko się zaczęło tutaj jakieś 17, 18 lat temu – mówi Tadeusz Bosman Krzyżanowski, asystent edukacji romskiej. – Zaczęła się fajna współpraca, która trwa do dziś.

Tadeusz Bosman Krzyżanowski / Archiwum rodzinne

Od taborów do szkolnych ławek

Historia społeczności romskiej w okolicy ulicy Śląskiej (Okole) rozpoczęła się jeszcze w czasach, gdy Romowie żyli w taborach. – Z tego, co słyszałem, były miejsca przy Nakielskiej, przy Koronowskiej i w Łęgnowie – opowiada Krzyżanowski. – Dziś taborów już nie ma, ale ludzie zostali w tych okolicach. Ja sam mieszkałem z rodzicami właśnie na Łęgnowie.

Zmiana stylu życia pociągnęła za sobą inne zmiany – również w edukacji. – Kiedyś, jeszcze przed rozpoczęciem naszego projektu te 18 lat temu, do szkoły chodziło może 20 procent dzieci – przyznaje. – Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Ale nadal trzeba trochę zachęcać.

Zmiana pokoleniowa robi jednak swoje. – Dzisiejsi rodzice to często dzieci, które same przeszły przez szkołę. I widzą, że edukacja jest potrzebna – podkreśla Bosman Krzyżanowski.

Edukacja przynosi owoce

– Powtarzam wszystkim dzieciom i rodzicom: uczcie się, bo bez edukacji my się cofamy. Mamy już wśród starszych osobę, która zrobiła dwa kierunki studiów. Z innych szkół mamy już obecnie trzech studentów. Mamy wiele osób w szkołach zawodowych – opowiada Tadeusz Bosman Krzyżanowski.

O łączeniu edukacji z naturalnym talentem opowiada dyrektor „dziesiątki”, Waldemar Parszyk. -Trzeba powiedzieć, że Pana społeczność, Romowie, macie szczególne zdolności do muzyki, do śpiewu, do grania na instrumentach. I dzieci romskie nie tylko uczą się śpiewu i muzyki od swoich rodziców, ale uczęszczają na systematyczne zajęcia z nauki gry na instrumentach czy śpiewu. I chociażby nasi obecni uczniowie jeżdżą na naukę gry na instrumentach poza Bydgoszcz, bodajże do Solca Kujawskiego. Dlaczego o tym mówię? Bo oprócz tych wrodzonych zdolności jest również takie zamierzone już kształcenie się pod okiem profesjonalistów. Nie odejmuję rodzicom czy Romom nauki na tych instrumentach, ale ta rodzina poszła dalej, uczy się już u zawodowych nauczycieli. Co jest ważniejsze, do gry romskiej muzyki wystarczyłoby im to, co rodzice ich nauczą. Bo ojciec gra na skrzypcach, także to by wystarczyło. Ale żeby się kształcić, coś osiągnąć więcej, no to musi ktoś to profesjonalnie uczyć, żeby dzieci grały z nut.

Szkoła nie odbiera tożsamości

Jak podkreśla dyrektor szkoły Waldemar Parszyk, kluczem nie jest asymilacja, lecz równowaga.

– Bardzo zależy mi na tym, żeby Romowie utrzymywali swoją tożsamość jak najdłużej – mówi. – Nie chcemy jej zatracać, tylko ją rozumieć i pokazywać.

Symbolem tego podejścia jest czytelnia imienia Papuszy – popiersie romskiej poetki znajduje się w szkole. To miejsce, o którym pisaliśmy już w „Bydgoszcz Informuje” w 2023 roku. – To znak, że Romowie w polskiej szkole mają swoje miejsce – podkreśla dyrektor.

W praktyce oznacza to konkretne działania: zajęcia wyrównawcze, projekty edukacyjne, a także programy pokazujące dzieciom różnorodność kultur. W czytelni odbywają się specjalne spotkania a dzieci mają dostęp do książek o kulturze romskiej. Tuż obok popiersia jest romska flaga. Niebiesko-zielona z czerwonym kołem od wozu. – Niebieski symbolizuje niebo a zielony trawę, ziemię – tłumaczy asystent edukacji.

W szkole działają też zespoły kultywujące romską muzykę i taniec.

Jednym z najbardziej oryginalnych projektów szkoły jest program „Walizka z podróży”.

– To miejski program edukacyjny – tłumaczy dyrektor. – Do przedszkoli trafiają walizki z różnych części świata, jest ich sześć. Jedna z nich jest walizką romską.

W środku znajdują się m.in. instrumenty, stroje, książki, a także miniatura wozu taborowego.

– Dzieci mogą zobaczyć, jak kiedyś podróżowali Romowie – mówi Parszyk.

Jest też laleczka Romni, która wraz z konikiem Łatkiem „prowadzi” dzieci przez historię i kulturę tej społeczności.

– Dzieci uczą się muzyki, robią biżuterię, poznają zwyczaje. Dzięki temu programowi uczą się szacunku do innej kultury, tolerancji do ludzi, którzy są skądś albo inaczej wyglądają. Autorką walizki romskiej jest nauczycielka ze szkoły, pani Aleksandra Szargan. Projekt jest pod opieką Miejskiego Ośrodka Edukacji Nauczycieli. W walizce są elementy metodyczne, które pomagają wszystkim dzieciom, niezależnie od tego z jakiego kraju pochodzą – dodaje.

To już nie jest praca. To życie

Jedną z kluczowych postaci tej historii jest asystent edukacji romskiej – Tadeusz Bosman Krzyżanowski. – Dla mnie to już nie jest zawód – mówi Krzyżanowski. – To jest moje życie.

Jak podkreśla, jego rola wykracza daleko poza szkołę. – Ja nie pracuję od siódmej do piętnastej. Jestem na weselach, pogrzebach, świętach. Zawsze ktoś ma sprawę. I nigdy nie odmawiam.

To właśnie on często buduje most między instytucją a społecznością. – Jestem trochę jak adwokat moich Romów – dodaje – Pracuję dla środowiska.

Dyrektor nie ma wątpliwości:

– Rola asystenta jest nieoceniona. Dzięki niemu mogliśmy dotrzeć do rodzin, zbudować zaufanie i realnie pomóc dzieciom.

Między zasadami a współczesnością

Rozmowa pokazuje też, jak ważne i wciąż żywe są zasady w społeczności romskiej.

– U nas ogromne znaczenie ma szacunek do starszych – mówi Krzyżanowski. – To coś naturalnego. Ja do dziś całuję starszych w rękę. Przyznam, że im jestem starszy, tym łatwiej mi w pracy – uśmiecha się.

Dyrektor zauważa, że to wartość, którą można przenieść szerzej:

– To piękna cecha. Ta rodzinność, wielopokoleniowość – możemy się tego uczyć. Są też inne różnice kulturowe, które dzięki tej współpracy możemy poznać i je wzajemnie szanować. Proszę spojrzeć, pan Tadeusz jest ubrany w czapkę. Jesteśmy w pomieszczeniu i przy stole a mimo to ma ją na głowie. To nie dlatego, że nas lekceważy.

– W naszej kulturze jest przyjęte, że starszyzna nosi czapkę. Nosił ją mój dziadek, moi wujkowie. Wydaje mi się, że to dodaje powagi. Ja gdzieś 15 lat temu zacząłem chodzić w tej czapce – tłumaczy Tadeusz Bosman Krzyżanowski.

Jednocześnie niektóre zasady wpływają na wybory życiowe. Mogą być niezrozumiałe dla osoby z zewnątrz.

– Są zawody, których Romowie nie podejmują – tłumaczy Krzyżanowski. – To kwestia tradycji i tego, co uznaje się za „czyste” lub „nieczyste”. To na przykład hydraulik czy operator śmieciarski ale też takie jak lekarz, sędzia czy policjant.

Powód?

-Czasem to jest związane z tym, że zawód „jest nieczysty” a czasem wymagałby działania przeciwko swojej społeczności.

Jak podkreśla, zrozumienie tych zasad jest kluczowe w edukacji. – Kiedyś był konflikt, bo nauczyciele nie wiedzieli, dlaczego dzieci nie chcą pewnych zawodów. Dziś to się rozumie.

Język też się zmienia

Ważnym elementem tożsamości jest język romski (na zdjęciu powyżej flaga Romów) – dziś również podlegający zmianom.

– Nasz język jest różnorodny, to się wiąże jeszcze z naszymi wędrówkami. Zapożyczaliśmy słowa z krajów, w których żyjemy – tłumaczy Krzyżanowski. – Ale co ciekawe, Romowie z różnych krajów i tak się dogadają. Obecnie mamy dużo zapożyczeń, bo w języku romskim nie ma określeń pasujących do nowych wynalazków czy technologii.

Dyrektor zauważa jednak wyzwania:

– Młodzi Romowie nie zawsze znają znaczenie wszystkich słów w swoim języku. Łatwiej im śpiewać romskie piosenki, ale wiersze Papuszy stanowią już wyzwanie. Dlatego tak ważne jest podtrzymywanie języka i kultury. Tego polskiego w języku romskim jest więcej. Jeszcze 10 lat temu dzieci przychodzące do szkoły nie znały po polsku nazw kolorów czy zwierząt. Dziś się to zmienia – tłumaczy Waldemar Parszyk.

– Mam 55 lat. Ale już pewne słowa też mi uciekają. Dlatego, że jak byłem mały, mieliśmy gospodarkę i na gospodarce żyły różne zwierzęta, robiło się czynności lub rzeczy, które się nazywało po romsku. Dzisiaj nie ma tego wszystkiego i coraz mniej się używa. My często robiliśmy konkursy takie dla środowiska romskiego z języka romskiego. I mieliśmy jury, w którym byli Romowie. Wymyślałem słowa nasze romskie nie aż tak bardzo trudne. Niektórzy rodzice nie myśleli, że oni takich słów nie znają. Na przykład „kolano” Nie wiedzieli, jak się mówi na kolano -tłumaczy asystent romskiej edukacji.

SP 10 – tygiel wielu kultur

Dziś SP nr 10 to nie tylko miejsce spotkania Polaków i Romów.

– Mamy uczniów z różnych krajów – mówi Parszyk. – Ukraińców, Białorusinów, dzieci z rodzin mieszanych. To taki tygiel międzynarodowy.

I właśnie doświadczenie pracy z dziećmi romskimi przygotowało szkołę na tę różnorodność. – To Romowie nauczyli nas pracy z dziećmi wielojęzycznymi – podkreśla dyrektor.

Jeszcze kilka lat temu relacje między dziećmi bywały trudne. Dziś, jak podkreślają rozmówcy, sytuacja wygląda inaczej. – Nie ma konfliktów między dziećmi romskimi i polskimi – mówi Krzyżanowski. – To się naprawdę zmieniło.

To efekt lat pracy, ale też zmiany społecznej. Model współpracy wypracowany w mieście jest zauważany szerzej. – Na spotkaniach ogólnopolskich Bydgoszcz jest podawana jako wzór – mówi Krzyżanowski.

To efekt współpracy wielu środowisk – szkoły, miasta i samej społeczności. Na koniec rozmowy wracamy do znaczenia 8 kwietnia, kiedy obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Romów. Upamiętnia pierwsze spotkanie przedstawicieli Romów z 25 państw, które odbyło się 8 kwietnia 1971 roku pod  Londynem. Pierwszy Światowy Kongres Romów zainaugurował działalność Światowej Rady Romów. Obchody są okazją do poszerzenia świadomości o narodzie romskim, jego zwyczajach i tradycjach oraz poznania problemów, z jakimi borykają się we współczesnym świecie

– Chciałbym, żeby Romowie byli dobrze traktowani – mówi Krzyżanowski. – Bo na to zasługujemy.

I właśnie o to w tym dniu chodzi najbardziej – nie tylko o taniec i śpiew, ale o zrozumienie.

Zapisz się do naszego newslettera!

Udostępnij: Facebook Twitter