Prof. Kornelia Kędziora-Kornatowska o starości. „Ta właściwa zaczyna się, kiedy mamy 75 lat”

Prof. dr hab. n. med. Kornelia Kędziora-Kornatowska Fot. B.Witkowski/UMB

– Ideałem byłoby, żeby umieć się zestarzeć i przyjąć wszystkie swoje mankamenty związane z tym okresem życia w sposób adekwatny do sytuacji – mówi prof. dr hab. n. med. Kornelia Kędziora-Kornatowska z Kliniki Geriatrii Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. Jurasza, konsultant wojewódzki w dziedzinie geriatrii.

Roman Laudański: – Kiedy zaczyna się starość?

Prof. Kornelia Kędziora-Kornatowska: – Według Światowej Organizacji Zdrowia starość zaczyna się w wieku 60 lat i więcej, natomiast według ONZ – 65 plus. Przekroczenie 60. roku życia nie jest równoznaczne ze starością. Po prostu jest się osobą w tzw. trzecim wieku. Starość właściwa zaczyna się w wieku 75 plus. Osoby, które mają 90 lat i więcej osiągnęły wiek sędziwy lub nazwiemy je osobami długowiecznymi. Dziś coraz częściej mówimy o stulatkach czy super stulatkach w wieku 110 plus. Zważywszy, że maksymalna długość życia to 120 lat i więcej, to jest to pięćdziesiąt procent tego, co może ktoś przeżyć.

– Jak dożyć 120 lat?!

– Ten wynik byłby świetny, gdyby wraz z długością mielibyśmy dobrą jakość życia. Przecież przede wszystkim na tym nam zależy. Niestety przed seniorami piętrzy się szereg trudności. Wraz z wiekiem powstają biologiczne zmiany starcze. Zupełnie naturalne, biologiczne, związane z procesem starzenia narządów, układów narządów. Dotyczy to również psychologii starzenia, zmian w zakresie poruszania się, relacji społecznych. Ideałem byłoby jak najbardziej pozytywne życie, żeby starość cieszyła się sukcesem dla danego organizmu, ale nie zawsze się to udaje. Chociaż uważa się, że już samo zaangażowanie życiowe pozwala bardzo poprawić jakość życia. I to pomimo wielu  chorób, bo w tym okresie życia najczęściej mamy do czynienia z wielochorobowością. Bardzo rzadko osoby starsze pozbawione są w ogóle chorób, najczęściej mają dwie lub więcej.

– Dlaczego musimy się starzeć? Proszę wybaczyć naiwność pytania.

– (śmiech) Tak wygląda biologia starzenia się. Jesteśmy skonstruowani na określoną liczbę lat. Później dochodzi do zawężenia granic równowagi ogólnoustrojowej. Każdy czynnik stresujący, jak infekcja, wypadek, uraz bardzo łatwo zaburza równowagę ogólnoustrojową. Wraz z wiekiem to się pogłębia, a dlaczego tak jest? Sama chciałabym wiedzieć. (śmiech)

– Bo mówi się, że starość nie udała się panu Bogu.

– Powinniśmy być edukowani do starości i w starości. Do starości, czyli już od dziecka trzeba uczyć, jak wyglądają zmiany na tym etapie życia, żeby był szacunek dla starszych osób, bez dyskryminacji z uwagi na wiek. Natomiast edukacja w starości dotyczyłaby osób, które przekroczyły już próg starości, żeby konstruktywnie podchodziły do swojego wieku. Są różne postawy wobec starości. Konstruktywna jest najbardziej pożądana, ale może istnieć negacja starości i wtedy trudno w kontakcie z pacjentem uzyskać wywiad. Osobom starszym z taką postawą wydaje się, że w tym wieku to normalne, że muszą chorować. I nie mówią o dolegliwościach, które są istotne dla rozpoznania. Jest też postawa hipochondryczna: wszystko mnie boli. Ideałem byłoby, żeby umieć się zestarzeć i przyjąć wszystkie swoje mankamenty związane z tym okresem życia w sposób adekwatny do sytuacji. Do tego, niewątpliwie, potrzebna jest edukacja, o której wspomniałam. Natomiast jest jej bardzo mało.

– Czy aby w dzisiejszych czasach obowiązującym wzorcem kulturowym nie jest wieczna młodość?

– Chcemy się jak najdłużej trzymać młodości. Starość niedobrze wszystkim się kojarzy. Zresztą jaki jest obraz samego siebie w starości? To nie jest obraz rzeczywisty. Raczej wyobrażenie siebie z najlepszego okresu życia, kiedy byliśmy najbardziej z siebie zadowoleni, najbardziej się sobie podobaliśmy, co świadczy o tym, że w swojej opinii chcemy być jak najdłużej młodzi lub stosunkowo młodzi.

– Przychodzi senior do lekarza i jakim jest pacjentem?

– Uogólniając, niewątpliwie trudnym. Na zmiany fizjologiczne nakładają się choroby, a zmiany fizjologiczne zmieniają przebieg tych chorób. To pacjent, który ze względu na dużą liczbę złożonych problemów medycznych przyjmuje sporo leków. Mamy do czynienia z wielochorobowością i wielolekowością. Pacjent bardzo często korzysta z wielu świadczeń zdrowotnych, leczy się u kilku specjalistów, a ich działania, w sposób niezamierzony bywają nieskoordynowane. Jeden lekarz przepisuje swoje leki, inny specjalista swoje, co sprawia, że powstaje wiele objawów niepożądanych. Każdy chce dobrze, ale nie ma podsumowującej roli geriatry, który powinien uporządkować leki. Zastosować hierarchię ważności co do leczenia objawów czy chorób. Coś trzeba leczyć natychmiast, a coś może poczekać, a innych rzeczy nie leczymy wcale. Musi być odpowiednia mentalność osoby, która chce się leczyć i uważa, że im więcej specjalistów, tym lepiej, a wcale tak nie jest. Czasami jest odwrotnie.

– Czyli nie lekarz rodzinny, a geriatra ma czuwać nad leczeniem seniora?

– Lekarz rodzinny jest, jak to mówię, geriatrą pierwszego kontaktu. Niekoniecznie lekarz geriatra, ale ze względu na to, że specjalistów medycyny rodzinnej jest stosunkowo dużo i ciągle jest to chętnie wybierana specjalizacja, to łatwiejszy jest dostęp do specjalisty medycyny rodzinnej. Bywa, że powinniśmy także być pod opieką poradni geriatrycznej.

– Czy jest różnica między pacjentką seniorką, a pacjentem seniorem?

– Kobiety chętniej się leczą, a poza tym dłużej żyją…

– Niesprawiedliwe.

– Niestety, dlatego mówimy o feminizacji starości. Gdybyśmy teraz odwiedzili nasz oddział geriatryczny, to dominują tam kobiety. Żyją dłużej, a także bardziej dbają o swoje zdrowie.

– To co jest nie tak z facetami?

– Nie wiem. Może pokutują tu kulturowe zaszłości?

– Boimy się lekarza? Uważamy, że nic nam nie jest?

– Mężczyźni trochę się boją wizyt, czasami wolimy nie usłyszeć twardego rozpoznania. Pokutuje przekonanie, że mężczyzna zawsze musi być silny, zdrowy. Słowem – głowa rodziny, która nigdy nie choruje!

– A później 50 czy 60 lat i – przepraszam za dosłowność – do piachu.

– Niestety tak jest. Nadal mężczyźni żyją krócej. Do końca nie wiadomo, dlaczego tak jest. Być może jednym z powodów jest brak dbałości o siebie. No i wiek emerytalny, 65 lat…

– Też niesprawiedliwość.

– (śmiech) No tak, ale co mamy zrobić?

– Nie czeka nas świetlana przyszłość. W społeczeństwie będzie przybywać seniorów. Zapytam prowokacyjnie: system służby zdrowia w Polsce jest na to gotowy?

– Na pewno nie. Pojawiły się próby zmiany takiego stanu rzeczy. Na początku stycznia ubiegłego roku ogłoszona została ustawa prezydencka o szczególnej opiece geriatrycznej. Dostosowanie do jej wymogów zaplanowano na pięć lat. Ustawa zakłada trzy szczeble opieki geriatrycznej. Pierwszy, to lekarz podstawowej opieki zdrowotnej. Drugi, to planowane centra 75 plus. One świadczyłyby dzienną opiekę. Tylko, jeśli średnia wieku mężczyzn w Polsce jest mniejsza niż 75 lat, to należałoby się zastanowić nad skorygowaniem tego limitu wieku.

– To byłoby coś w rodzaju domów dziennego pobytu?

– Tak, ale z usługami medycznymi. Jeszcze żadne centrum 75 plus nie powstało. Trzecim szczeblem opieki jest oddział geriatryczny. Skoordynowane działania tych trzech instytucji miałyby przynieść wymierną korzyść dla opieki geriatrycznej

– Ile macie łóżek na geriatrii w Juraszu?

– 40.

– A ilu chętnych?

– Bardzo dużo. Na planowe przyjęcia do kliniki geriatrii czeka się bardzo długo. Jest za mało łózek. W szpitalu MSW jest jeszcze bodajże 10 łóżek. W Bydgoszczy i tak jest dużo.

– Dużo?!

– W Toruniu, w powiecie toruńskim nie ma żadnego. Miejsca na oddziale geriatrycznym są drogie i nierentowne dla szpitala. Mamy pacjenta z wieloma chorobami, a NFZ nie płaci za wszystkie choroby, które przy okazji wymagają leczenia. Niestety, finansowanie geriatrii jest mizerne i nie są to oddziały chętnie tworzone przez dyrektorów szpitali, chociaż z Krajowego Planu Odbudowy dla szpitali powiatowych przeznaczone są pieniądze na tworzenie oddziałów geriatrii.

Jestem powołana jako ekspert Rady Polityki Senioralnej przy minister spraw polityki senioralnej. Także nasza dr hab. Marta Podhorecka, prof. UMK. Pracujemy nad tzw. bonem senioralnym. Będzie to zasilenie rodzin, które muszą opiekować się seniorem, bo innych opiekunów nie ma.

– Poruszyła pani profesor bardzo ważny temat. Taka rodzina, która przez dłuższy czas opiekuje się starszą osoba po pewnym czasie sama staje się wrakiem człowieka.

– Wiem, bo wtedy choruje cała rodzina. Taka jest prawda. Bon senioralny ma być wyjściem naprzeciw rodzinom seniorów 75 plus. Bon senioralny powstawałby na podstawie dochodów rodziny. To zastrzyk finansowy dla osoby z gminy, która będzie wydelegowana do opieki nad seniorem, a członek rodziny mógłby pójść wtedy do pracy.

– Jak żyć, żeby zachować jak najdłużej formę fizyczną i psychiczną?

– Podstawą jest styl życia. Liczy się aktywność fizyczna i psychiczna. Są osoby, które nie potrafią wysiedzieć bez zajęcia umysłowego. Rozwiązują krzyżówki, łamigłówki. Cały czas trenują funkcje poznawcze. Trzeba również dbać o aktywność fizyczną. Najlepsza formą jest spacer. Można z kijami do nordic walking, można bez, ale najważniejsze, żeby ta aktywność fizyczna miała miejsce. Nawet 20-minutowy spacer dużo znaczy dla zdrowia. Zwiększa odporność organizmu, poprawia działanie układu immunologicznego, który – niestety – też jest dotknięty starością i powoduje wiele schorzeń. Poprawia wydolność układu sercowo-naczyniowego, także układu ruchu. To wszystko jest bardzo ważne, żeby nie siedzieć w domu przed telewizorem i nie spędzać fotelowo-kanapowego trybu życia. Trzeba być aktywnym. Aktywnym także w kontaktach sąsiedzkich, zaangażowanym życiowo. Jak ktoś lubi spotykać się w ramach ruchów uniwersytetów trzeciego wieku, to jak najbardziej.

– Świetna inicjatywa!

– Przez wiele lat pracowałam z prof. Romanem Ossowskim w jednym z uniwersytetów. Widzę, jak te osoby chętnie wychodzą z domu i aktywnie uczestniczą w życiu. To jest bardzo ważne.

Subscribe to our newsletter!

Udostępnij: Facebook Twitter