- Samolot wzbił się na wysokość czterech tysięcy metrów. Skakaliśmy jako ostatni. Spadaliśmy z prędkością dwustu kilometrów na godzinę - opowiada Krystyna Pietrzak, emerytka. - A w marcu wchodziłam do zimnej wody, a reszta skandowała: Kry-sia dasz ra-dę!