Nie zaczynali w szkołach muzycznych. W „Kujawii” uczą się grać i być razem

Kujawia w czasie Ogólnopolskiego Festiwalu Orkiestr Dętych i Mażoretek „Babie Lato” w Lubustroniu / Fot. Nadesłane

Jedni trafili tu jako dzieci, inni dopiero jako nastolatki. Niektórzy wcześniej nie mieli w rękach żadnego instrumentu. Dziś grają razem, jeżdżą na koncerty, występują na uroczystościach, a czasem nawet na weselach znajomych. Młodzieżowa Orkiestra Dęta „Kujawia” pokazuje, że na muzyczną pasję nigdy nie jest za późno.

Jest piątkowy wieczór. W sali Klubu „Logistyk” przy ul. Szubińskiej 101 spotykamy młodych muzyków „Kujawii”. Następnego dnia czeka ich występ w Lubostroniu, więc tego wieczoru każdy ma swoje zadanie. Na pulpitach leżą nuty, w rękach są instrumenty, a przed orkiestrą stoi prof. Mirosław Kordowski. Jedni grają tu od kilku miesięcy, inni od wielu lat. „Kujawia” przyciąga młodych ludzi z różnych miejsc i w różnym wieku. Są uczniowie, studenci, a także ci, którzy z orkiestrą są już od wielu lat. Łączy ich coś jeszcze – większość nie zaczynała swojej muzycznej przygody od szkoły muzycznej.

Podczas II Ogólnopolskiego Festiwalu Orkiestr Dętych i Mażoretek „Babie Lato Lubostroń 2026” wszystkie orkiestry miały wspólnie wykonać utwory „Szara piechota”, „My, Pierwsza Brygada” oraz „Patrz, jaka piękna nasza ziemia”. „Kujawia” podczas koncertu estradowego miała z kolei pokazać także bardziej rozrywkowe oblicze. Do taktu orkiestry utwory wyśpiewują Weronika i Łukasz.

Trąbka zamiast fortepianu

Jedenastolatka, którą spotykamy podczas próby, na początku wcale nie planowała zostać trębaczką. Chciała grać na saksofonie, próbowała też swoich sił przy klawiszach. Ostatecznie trafiła do „Kujawii” i od około pół roku gra na trąbce w składzie orkiestry. Wcześnie były zajęcia wprowadzające z podziałów rytmicznych, następnie sprawy warsztatowe dotyczące instrumentu, ćwiczenia oddechowe. To najmłodsza członkini orkiestry. Wcześniej nie chodziła do szkoły muzycznej ani na prywatne lekcje. Wszystkiego uczy się tutaj. – Najbardziej podoba mi się atmosfera. Wszyscy są dla siebie mili i bardziej jesteśmy przyjaciółmi – mówi. Na początku trochę obawiała się starszych członków orkiestry. Dziś wie już, że może liczyć na ich pomoc. I właśnie ta atmosfera jest jednym z powodów, dla których młodzi zostają tu na dłużej.

Ola przyszła jako 13-latka. Dziś studiuje prawo

Przykładem takiej nastolatki jest Ola. Dziś studentka, trafiła do orkiestry jako 13-latka. Pochodzi ze Żnina. ie chodziła wcześniej do szkoły muzycznej, nie pobierała też prywatnych lekcji. Po prostu chciała mieć jakieś zajęcie po lekcjach w podstawówce. – Gram na puzonie od początku. Pan Mirek dobiera instrument do naszych predyspozycji – opowiada. Dziś Ola ma już za sobą pierwszy rok studiów prawniczych, ale z „Kujawią” nadal jest związana. Do Bydgoszczy przyjeżdża ze Żnina, żeby grać pod batutą swojego kapelmistrza.

Repertuar? Jest w czym wybierać. Oczywiście są pieśni wojskowe i patriotyczne, ale orkiestra zdecydowanie nie zamyka się tylko w takim repertuarze. Młodzi muzycy grają także muzykę rozrywkową. W ich repertuarze znalazło się choćby „I Can’t Take My Eyes Off You”. – Dla każdego coś się znajdzie – mówi Ola. Bywało też mniej oficjalnie. „Kujawia” grała na weselach kolegów i koleżanek.

Sam za nimi nie nadążę

Prof. Mirosław Kordowski prowadzi „Kujawię” społecznie już szósty rok. – To jest mój wolontariat – mówi krótko. I rzeczywiście, kiedy opowiada o orkiestrze, szybko okazuje się, że jego praca nie kończy się na prowadzeniu prób. Załatwia instrumenty, stroje, buty, elementy umundurowania. Pokazuje przygotowane na występ rogatywki, pagony, sznury i muzyczne wirki. Dla młodych muzyków chce stworzyć warunki, jakich często nie mieliby gdzie indziej. Problem w tym, że sam nie jest już w stanie zrobić wszystkiego.

Kiedyś „Kujawia” liczyła około 45 osób. Dziś jest ich około 20. Po pandemii część młodych muzyków odeszła, a nowych przybywa zbyt mało. – Ja naboru nie robię. Gdzieś tam ktoś się dowiedział, prowadzi swoje dziecko, ale to jest dwie, trzy osoby w roku. A odchodzi pięć, sześć w roku – mówi kapelmistrz.

Dlatego potrzebni są nie tylko kolejni młodzi muzycy, ale też osoby, które pomogą ich przygotować. Kordowski mówi wprost, że przydałyby się osoby z muzyczną wiedzą i pasją, które mogłyby pracować z dziećmi i młodzieżą. – Bo ja nie nadążę wszystkiego robić sam, jako jedna osoba, nie nadążę robić tego, żeby dzieci przygotować i wprowadzić do orkiestry – tłumaczy.

To właśnie nauka od podstaw zabiera najwięcej czasu. W ostatnim czasie do „Kujawii” dołączyły dwie młode dziewczyny, które trzeba było stopniowo wprowadzić w orkiestrę. Jedną z nich jest poznana przez nas 11-letnia trębaczka. Kolejne dziecko ma wkrótce zacząć naukę. Kordowski chciałby takich nowych muzyków mieć więcej, ale do tego potrzebne są dodatkowe ręce do pracy, a także pieniądze na funkcjonowanie i rozwój orkiestry. – Mamy dzieci i młodzież. Mamy mnóstwo szkół tu w Bydgoszczy, gdzie te dzieci mogłyby przyjść i się tu edukować – mówi.

„Kujawia” ma już swoją historię i ludzi, którzy mimo upływu lat nadal wracają na próby. Do Bydgoszczy przyjeżdżają byli członkowie orkiestry, dziś studenci albo osoby pracujące. Jedni z Koronowa, inni ze Żnina czy Pruszcza, a niektórzy nawet z Gdańska. To właśnie o nich Kordowski mówi, gdy podkreśla, że jego wymagania nie przeszkadzają im zostać na dłużej. – Ja jestem surowy, ale wiedzą, że jestem wrażliwy. I za nimi pójdę wszędzie – mówi.

W piątkowy wieczór w sali przy Szubińskiej 101 nie widać jednak ani wielkiej orkiestry sprzed lat, ani problemów organizacyjnych, o których mówi kapelmistrz. Są nuty, instrumenty, rozmowy i przygotowania do kolejnego występu.

Zapisz się do naszego newslettera!

Udostępnij: Facebook Twitter