Mariola Kaczmarek / Fot. nadesłana
Jeszcze kilka lat temu nie chciała nawet dotknąć męskiego zarostu. Teraz stanęła na najwyższym stopniu podium mistrzostw Polski. Mariola Kaczmarek udowadnia, że pasja potrafi narodzić się tam, gdzie wcześniej była niechęć.
W salonie na Osowej Górze w 2023 roku świętowano światowy sukces jego właścicielki, Anny Dornowskiej. Tym razem zatrudniona w nim Mariola Kaczmarek zdobyła tytuł mistrzyni Polski we fryzjerstwie męskim barberingu.
Z bydgoską mistrzynią spotykamy się w salonie fryzjerskim w spokojnej części Osowej Góry. To miejsce zdążyliśmy poznać niemal 3 lata wcześniej. Wtedy odwiedziliśmy jego właścicielkę. Dziś do dumnie prezentowanej kolekcji pucharów dołączyło najnowsze trofeum, przywiezione z mistrzostw w Poznaniu. Ta galeria sukcesów jest od progu zauważana przez nowych klientów obu płci. Stali bywalcy wiedzieli o sukcesie od początku. Anna Dornowska w czasie zawodów prowadziła relację na żywo.
Mariola przyznaje, że wszystko zaczęło się dość niepozornie.
– Sama jestem zdziwiona, że tak mnie zafascynowało fryzjerstwo męskie i barbering. Wystarczyło pójść na jedno szkolenie, spotkać fajnych trenerów, to mi wystarczyło. Kiedyś w życiu bym nie powiedziała, że zostanę barberem. Brzydziłam się strasznie, brzydziłam się brody, kiedyś nigdy w życiu bym nie dotknęła jej nawet. Nawet jak miałam prywatnie partnera nie lubiłam brody u mężczyzn – wspomina fryzjerka.
Zmieniło się wszystko – podejście klientów, moda, kosmetyki i… ona sama.
– Teraz to są inne czasy. Panowie dbają o siebie, używają olejków, szamponów. Nie ma problemu, żeby tę brodę dotknąć, zrobić masaż. Świat barberingu się otworzył i panowie się na niego otworzyli.
Dziś to ona edukuje swoich klientów: – Oliwka to podstawa. Odżywka do brody to podstawa. I koniec, kropka – słyszą panowie odwiedzający salon na Osowej Górze.
Ja też chcę tam być
Pierwsze marzenie o występach na mistrzostwach Polski pojawiło się cztery lata temu. Wtedy to Mariola Kaczmarek zobaczyła zmagania z bliska, w czasie poznańskich targów Beauty. – Stałam i obserwowałam zmagania. Patrzyłam, patrzyłam i nagle coś się we mnie urodziło. Pamiętam, jak wracałyśmy i powiedziałam pani Ani: ja też chcę tam być.
Mariola zdecydowała się samodzielnie przygotować do zawodów. – Wiedziałam mniej więcej, jak to ma wyglądać. Zaczęłam szukać filmików, inspirować się w internecie. Znalazłam klienta, który zgodził się być modelem i zaczęłam na nim trenować.
Trening wymagał czasu i cierpliwości. – Pół roku uczyłam się ostrzyc pompadoura. Metodą prób i błędów. Raz za krótko, raz krzywo… aż w końcu włosy zaczęły się układać – wspomina mistrzyni fryzjerstwa.
Nazwa fryzury pochodzi od madame de Pompadour, czyli Jeanne Antoinette Poisson, wpływowej kochanki króla Francji Ludwika XV. To właśnie ona była prekursorką wysoko uniesionej i bogato ułożonej fryzury, która początkowo była damskim uczesaniem. W połowie XX wieku pompadour stał się silnym symbolem męskiej mody i buntu. Ikony rock and rolla, takie jak Elvis Presley, James Dean czy Johnny Cash, uczyniły z tego uczesania znak rozpoznawczy swojej epoki. Włosy na górze były długie i zaczesane do tyłu z dużą objętością, a boki i tył ścięte na krótko, tworząc kontrast.
Nauka pod presją czasu
Fryzjerka przyznaje, że trening stał się o wiele bardziej stresujący, gdy zaczęła ćwiczyć na czas. – Szczerze mówiąc, wtedy poczułam nerwy. Już czułam presję tego, że tu tyka zegar i ja muszę się wyrobić w tym czasie. Więc te ręce już inaczej pracowały. No i wiadomo, ciśnienie się podnosiło – tłumaczy.
Na zawodach w barberingu nie ma miejsca na improwizację – przynajmniej teoretycznie.
W konkurencji oldschool liczy się klasyka i precyzja. Uczestnicy mają 50 minut na całe strzyżenie, Minimum 2–3 centymetry włosów. I tylko nożyczki – żadnych maszynek, żadnych degażówek.
Do tego brzytwa. – Chyba byłam jedyną osobą, która zdecydowała się ogolić cały zarost na gładko. Mój model mówił, że się nie stresował, ale był cały czas na wdechu, jak goliłam go przy tętnicy – opowiada.
W mistrzostwach zadebiutowała rok temu. To nie był wyjazd po zwycięstwo, tylko po zbieranie doświadczeń. – Zdobyłam piąte miejsce. Było trochę smutno, ale dla mnie najważniejsze było, że tam byłam i dałam radę. Trzeba było się obyć ze stresem. Zobaczyć, jak organizm reaguje – mówi fryzjerka.
Decydujący dzień
Po roku, 12 kwietnia 2026, Mariola razem ze swoimi dwoma modelami, ponownie zameldowała się na mistrzostwach w Poznaniu. Pierwszą fryzurę, oldschoolowego „pompadoura” wykonała w 50 minut. Po krótkiej przerwie nastąpiła kolejna konkurencja – freestyle. – W niej można używać już wszystkiego. Mój model miał bardzo kręcone włosy. Przefarbowałam mu grzywkę na rudy kolor. Najpierw wykonałam strzyżenie. 15 minut przed końcem zmieniłam całkowicie ustaloną i wyćwiczoną koncepcję. Wyprostowałam całkowicie tę rudą grzywkę i obcięłam na krótko. Na grzywkę naczesałam jeszcze loki. Być może ta zmiana przesądziła o mojej wygranej – opowiada Mariola Kaczmarek.


Na ogłoszeniu wyników emocje sięgnęły zenitu.
– Przy trzecim miejscu już prawie wstawałam, ale wyczytali kogoś innego. Przy drugim – już się wyłączyłam. Pomyślałam: trudno, za rok spróbuję.
I wtedy padło jej nazwisko.
– Spojrzałam na modela i spytałam: „Co?”. On mówi: „Idź”. Stanęłam na scenie i nawet nie wiedziałam, które miejsce zajęłam. Dopiero ktoś mi powiedział: pierwsze.
Łzy przyszły natychmiast. – Jak zeszłam ze sceny, płakałam. Wszyscy płakaliśmy – ja, moi modele, dziewczyny. To było nie do uwierzenia.
Po zwycięstwie nie ma mowy o zatrzymaniu się. – Nie chodzi o to, żeby osiąść na laurach, tylko iść coraz wyżej, nie stać w miejscu.
Ale najpierw chwila oddechu. – Muszę odpocząć, skupić się na domu i dzieciach. To zwycięstwo przyszło też ich kosztem – weekendowe treningi, zajęte popołudnia – mówi na koniec bydgoska fryzjerka.
Zapisz się do naszego newslettera!


