Bydgoski fotograf w Paryżu, czy uda się rozwiązać tę zagadkę – czyli „Bydgoszczanie w obiektywie”

Bogna Derkowska-Kostkowska prezentuje książkę: „Bydgoszczanie w obiektywie. Ilustrowany leksykon fotografów 1844–1920” Fot. B. Witkowski/UMB

– Bydgoszcz ma to szczęście, że od początku lat 60. dziewiętnastego wieku fotografowie byli obecni w mieście  – mówi Bogna Derkowska-Kostkowska , autorka m.in. książki: „Bydgoszczanie w obiektywie. Ilustrowany leksykon fotografów 1844–1920”.

Roman Laudański: – Napisała pani leksykon bydgoskich fotografów do 1920 roku. Dlaczego mamy o nich pamiętać?

Bogna Derkowska-Kostkowska – Potrzebujemy pamięci o wszystkich grupach zawodowych wpływających na kształt miasta, przecież w ten sposób budujemy naszą tożsamość. Poznajemy tych, którzy byli przed nami, czasami możemy poczuć się kontynuatorami ich dokonań. Często byli to ludzie urodzeni tutaj, a więc bardzo ważny jest element tożsamościowy historii miejsca, miasta. Dzięki pracy fotografów  przetrwała pamięć naszych przodków. Na starych zdjęciach i pocztówkach widzimy Bydgoszcz sprzed lat. Leksykon kończy się na roku 1920. W tym czasie pracowało w mieście wielu fotografów, nadal mamy w domowych albumach wykonane przez nich zdjęcia. Niektóre informacje z tej książki pomogą w uściśleniu datowania oraz w poznawaniu historii miasta. Daje nam to „tu i teraz”, bo nie można odciąć się od historii i żyć w próżni. Historia jest bardzo złożona i ciekawa.

– Bydgoszczanie lubili się fotografować?

– Na pewno, ale pamiętajmy, że początkowo nie wszystkich było na to stać, bo to była droga usługa. Z biegiem czasu fotografia taniała, ale i tak na początku najpopularniejsze wśród Bydgoszczan, tak jak wszędzie – były pamiątkowe zdjęcia rodzinne. Dla każdego sfotografowanego członka rodziny była dodatkowa odbitka.

– Rodzina odświętnie ubrana, dzieci w marynarskich ubrankach…

– W bardziej ekskluzywnych fotograficznych atelier zmieniały się scenerie, tła. Pokoje do fotografowania były odpowiednio aranżowane. Jeden z bydgoskich fotografów, Carl Weiss proponował duże zdjęcia grupowe w swoim ogrodzie przy ulicy Świętojańskiej 8. Dziś ta zabudowa już nie istnieje.

– Byli bardziej zasłużeni fotografowie?

– Nawet sporo. Gdybyśmy przeglądali domowe albumy, w których zachowały się zdjęcia z tego okresu, to zauważylibyśmy pewną powtarzalność nazwisk. Bardzo popularne było atelier Theodora Joopa. Najpierw prowadził pracownię w Bydgoszczy, później wyjechał na wiele lat, ale pod jego szyldem, anonimowo prowadził je dalej jego szwagier, Ernst Penz-Horen sygnując wszystkie kartoniki jako firma Theodor Joop i spółka. Pracując nad książką ustaliłam dokładną datę, kiedy szwagier Joopa zaczął prowadzić pracownię przy ulicy Gdańskiej 16. Po latach Theodor Joop wrócił do Bydgoszczy, ale panowie  jednak się rozdzielili. Ernst Penz-Horen prowadził samodzielnie zakład, ale nadal pod dotychczasowym szyldem, a Theodor Joop w innym miejscu aż do śmierci miał własne atelier. Udało mi się ustalić datę zgonu Joopa oraz datę zakupu zakładu przez Spółkę Nawrotzki & Wehram z rąk wdowy. Dodam, że zanim Clara Joop, sprzedała pracownię przez trzy lata prowadziła ją z pomocą rodziny. To kilkadziesiąt lat historii atelier działającego do końca dwudziestolecia międzywojennego.

Leksykon Bydgoszcz w obiektywie
Leksykon Bydgoszcz w obiektywie / Fot. B.Witkowski / UMB

– Fotografowie z tamtego okresu pracowali tylko w swoich atelier, czy też wychodzili „na miasto”, by sfotografować bydgoskie ulice lub okolicznościowe uroczystości?

– Kiedy aparaty fotograficzne zaczęły robić się lżejsze, to bardzo chętnie wychodzili w plener. Archiwum Państwowe w Bydgoszczy wydało album ze zdjęciami z początku XX wieku, są w nim np. fotografie pól w Myślęcinku. Bydgoszcz ma to szczęście, że od początku lat 60. dziewiętnastego wieku fotografowie byli obecni w mieście. Zachowało się wiele zdjęć ulic, a nawet konkretnych budynków.

– Zwraca pani również uwagę na pocztówki z tego okresu.

– Na przełomie XIX i XX wieku stały się one bardzo popularne. Niektórzy właściciele np. hoteli lub kamienic czynszowych zatrudniali fotografa do wykonania zdjęć, żeby wypuścić serię pocztówek i pochwalić się: wybudowałem, posiadam hotel! Tak dzieje się i dziś.

– O jakim czasie mówimy? Czy pierwsze atelier pojawiały się pod koniec XIX wieku?

– W Bydgoszczy fotografia pojawiła się dość wcześnie. We wcześniejszych wzmiankach mówi się o roku 1852, natomiast podczas pracy nad książką Krystian Strauss trafił na źródła przesuwające datowanie na rok 1844, kiedy do Bydgoszczy przyjechał dagerotypista wędrowny. Na początku fotografia była bardzo droga. Wędrowni dagerotypiści przemieszczali się z miasta do miasta, wynajmowali lokal na atelier i robili zdjęcia. Pierwsze stałe atelier w Bydgoszczy powstało przy ulicy Poznańskiej w roku 1848. Pierwszym fotografem, który osiadł w Bydgoszczy był Ludwig Friedländerurodzony w Fordonie. Rodzima fotografia zachowała się w granicach współczesnego miasta.

– Rozmawiamy o fotografach – mężczyznach, a co z kobietami?

– Bardzo często pozostają anonimowe. W zakładach fotograficznych pracowali też retuszerzy i retuszerki. Są ogłoszenia o zatrudnieniu pań, ale później nie pojawiają się ich nazwiska. Skoro zakłady były otwarte w ciągu tygodnia, to wiadomo, że właściciel nie pracował na okrągło, ale firmował pracę innych, także kobiet. Odnotowałam w książce szereg nazwisk fotografów, którzy gdzieś mieszkali, ale nie wiemy, gdzie pracowali. Przy meldunku podany jest zawód: fotograf, ale u kogo był zatrudniony? Na czyje nazwisko pracował?

Było kilka fotografistek. Znalazłam Ewę Unger, która najprawdopodobniej pracowała przez trzy lata w atelier Viktoria. Jednak jej nazwisko nie występuje na  fotograficznych kartonikach. Pań fotografek znalazłam kilka. Książkę zamyka rok 1920. Małgorzata Zahrt posiadała studio nowoczesnej fotografii przy ulicy Dworcowej. Oferowała „zdjęcia, pocztówki i szkice w znanej, dobrej jakości”. Tylko ona nie figuruje w książkach adresowych Bydgoszczy. Trafiłam na nią przeglądając strona po stronie działy reklamowe gazet z tamtego okresu. Reklamowała się w listopadzie 1917 roku. Reklama jest jej jedynym śladem. Tylko jak długo działała? Chciałabym, żeby mój leksykon zainspirował innych do kolejnych poszukiwań. Nauka idzie do przodu. Po latach, dzięki nowym źródłom, informacje się modyfikują. W historii fotografii kilka lat to dużo. Na świecie, jako medium powszechnie dostępne, fotografia zaczyna się w 1839 roku.

– Pracując nad książką znalazła pani jakieś perełki? Niezwykłe zdjęcie, zaskakującą pocztówkę?

– Może będę mało atrakcyjna, ale najbardziej zaintrygował mnie… akt zgonu.

– Mocne!

– To była bardzo frapująca informacja i mam nadzieję, że ktoś, kiedyś, rozwiąże tę historię. Zamieściłam nazwisko tego fotografa w swoim leksykonie, chociaż nie ma żadnego dowodu na to, że w Bydgoszczy fotografował. Historia Aleksandra Teodora Pawlickiego zaczyna się w Bydgoszczy, gdzie się urodził w roku 1876. Został fotografem. Zmarł również w Bydgoszczy w styczniu 1907 roku. Prawdopodobnie odwiedzał rodzinę, bo fakt zgonu zgłosiła jego siostra, ale w akcie zgonu odnotowano, że mieszkał na stałe we Francji, w Paryżu, a w Bydgoszczy nie był czynnym fotografem. Czyli z tej adnotacji można sądzić, że był fotografem w Paryżu! Ponieważ zmarł w 1907 roku, to przeżył 31 lat. Wielu fotografów zaczynało działalność w wieku 20–22 lat. Mógł on przez kilka lat gdzieś pracować. Być może pierwsze szlify zawodowe pobierał w Bydgoszczy. Ale wątek paryski pozostaje do prześledzenia. Może ktoś kiedyś dojdzie do tego, że był zdolny fotograf, Bydgoszczanin, który na przełomie XIX/XX stulecia związał się z miastem sztuki.

– W Bydgoszczy przez lata działał Foton, jest Muzeum Fotografii, niedawno odsłonięto rzeźbę Lajkarza. Mamy jako miasto szczególne związki z fotografią?

– Fotografowie byli obecni wszędzie, bo fotografia zaczęła robić się modna. Theodor Jopp i właściciele większych zakładów organizowali wyjazdy, wędrowne fotografowanie w mniejszych miejscowościach, w których z czasem również powstawały pracownie fotograficzne. Liczba zakładów w Bydgoszczy rosła. Najpierw był jeden, później dwa – trzy, a od końca XIX wieku już osiem – dziesięć, co świadczy o tym, że rosło zapotrzebowanie na zdjęcia, a fotografia stawała się coraz bardziej modna. Pojawiały się zdjęcia ślubne, fotografie rodzinne, z konfirmacji u ewangelików czy z pierwszej komunii u katolików. Upowszechnia się fotografia portretowa małych dzieci. Była moda na zdjęcia wizytowe z malutkimi portretami, którymi obdarowywało się w charakterze wizytówek.

Dlatego w tym nie było wyłącznie bydgoskiej specyfiki, tak działo się wszędzie. Rosły zamówienia u wziętych fotografów, mieli z czego się utrzymać. Na początku XX wieku spółka Samson, duża firma mieszcząca się w kamienicy narożnej Gdańska – Słowackiego, urządzała kilkadziesiąt dzierżawionych atelier, a fotografowie, którzy z nich korzystali, działali pod marką Samson. Firma działała w Bydgoszczy, Berlinie, Hamburgu. Ktoś miał pieniądze i zainwestował je w sieć. Mówiliśmy o atelier Viktoria, które było w Bydgoszczy oraz w Poznaniu.

– Był może zakład działający wyjątkowo długo?

– Pracownie przechodziły z rąk do rąk. Właściciele, dzierżawcy przenosili się do innego miasta, sprzedawali interes lub umierali, były i takie przypadki. Na przykład Penz-Horen działał pod szyldem Joop na zapleczu kamienicy przy Gdańskiej 16 (kiedyś była to Gdańska 18). Po nim zakład fotograficzny przejął urodzony w Bydgoszczy jego uczeń – Rudolph Schreiber, później kolejni fotografowie i to atelier działało jeszcze w latach 70. XX wieku. Czyli nie ma tradycji rodzinnych, ale była tradycja miejsca. W konkretnej lokalizacji funkcjonował zakład fotograficzny przy ulicy Focha 8. Tam zakład fotograficzny działał między 1865, a 1914 i przechodził przez wiele rąk. Urządził tam atelier Adolph Caspari, potem przeszło w ręce Rudolfa Bradengeiera, gdy zmarł wdowa po nim  dzierżawiła je A. Münchowi, następnie udostępniła R. Bradengeierowi jun., a na koniec całość sprzedała Th. Joopowi. Zapewne atelier było dobrze wyposażone oraz miało właściwe oświetlenie.

Zestawiłam w książce adresy, pod którymi choć przez krótki moment działały pracownie fotograficzne. Jedną z nich prowadził Franz Lulkowski przy ulicy Gdańskiej 10. Urządził ją, pracował tam około dwóch lat, a kiedy wyjechał z Bydgoszczy, nikt już w tym miejscu nie prowadził takiej działalności. Może nie przyjęło się miejsce? Może atelier nie było tak atrakcyjne? Inny przykład to zakład przy ulicy Dworcowej 7 działający przez kilkanaście lat. To chyba było pechowe miejsce, ponieważ bardzo szybko zmieniali się tam kolejni fotografowie.

– Myśli pani o kolejnej publikacji?

– W dziedzinie fotografii pewnie już nie. Napisałam leksykon prezentujący osoby, a w artykułach opisałam też historię rozwoju fotografii do 1920 roku. Teraz czas na kolejne tematy. Jeden wiąże się z architekturą, a drugi z ludźmi i architekturą. Życie pokaże, co się z tego uda zrealizować i kiedy.

Zapisz się na newsletter „Bydgoszcz Informuje”!

Udostępnij: Facebook Twitter