Uczestnicy spotkania Fundacji Nowe Pokolenia przed bydgoskim ratuszem / Fot. UMB
– Podoba mi się w Bydgoszczy. Jestem dopiero drugi raz w Polsce i cieszę się, że mogę tutaj być. Dbam o zachowanie polskiej kultury w Argentynie – powiedział Lucas, który prowadzi drużynę harcerską ZHP w Buenos Aires. Nasze miasto odwiedzili polonijni działacze z całego świata.
Przedstawiciele Polonii z Australii, Argentyny, Brazylii, Niemiec, Hiszpanii, Francji, Ukrainy, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii wizytowali nasze miasto. Na co dzień działają w różnych organizacjach zrzeszających Polaków poza granicami naszego kraju.
Do Bydgoszczy przybyli na zaproszenie Fundacji Młode Pokolenia, która powstała w 2024 roku z inicjatywy instruktorów harcerskich ZHP oraz społeczników pracujących od lat z młodzieżą w Polsce i poza granicami kraju. Warto dodać, że Związek Harcerstwa Polskiego działający poza granicami kraju jest organizacją międzynarodową z siedzibą w Londynie. Kultywuje działalność polskiego skautingu, zapoczątkowanego jeszcze przed I wojną światową, zrzesza nawet 7,5 tys. osób pochodzenia polskiego w różnych zakątkach świata.
– Zaczęło się do tego, że tworzyliśmy projekty dla harcerzy z polskimi korzeniami. Zauważyliśmy, że jest potrzeba, żeby rozszerzyć to o inne środowiska. I tak powstała fundacja. W zeszłym roku odbyło się pierwsze laboratorium obywatelskie. Teraz jest drugie, które trwa na Kujawach, stąd przybyliśmy do Bydgoszczy – wyjaśnia Aneta Mecheta, przewodnicząca rady Fundacji Młode Pokolenia i harcmistrzyni ZHP Poza Granicami Kraju.
Uczą się aktywizacji społecznej w Bydgoszczy
W czwartek, 6 sierpnia goście odwiedzili ratusz. Spotkali się z Anną Zofią Mackiewicz, zastępczynią prezydenta Bydgoszczy. To ludzie w różnym wieku, z różnymi doświadczeniami. Niektórzy są pierwszym pokoleniem żyjącym za granicą, a inni nawet czwartym. Mają różny stopień znajomości i posługiwania się językiem polskim. Łączy ich jednak chęć działania i promowania polskości w swoich miejscach zamieszkania.
– Zebraliśmy się, żeby wymienić się swoimi doświadczeniami. Mamy tutaj różne szkolenia. Ta grupa powstała trochę przez nasze znajomości, media społecznościowe, a także współpracę z konsulatami. Zrobiliśmy rekrutację wspólnie z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, bo ono nas wspiera. Bardzo nam się spodobało w Bydgoszczy. Wczoraj byliśmy na rejsie po waszej pięknej rzece Brdzie – powiedziała Aneta Mecheta.
Polonia za granicą. Najwięcej można zrobić w rodzinie
Goście przedstawili się i krótko opowiedzieli o swoich doświadczeniach pracy z Polonią. Okazało się że najczęstszymi spoiwami Polaków i ich kultury za granicą nie są konsulaty, gdzie załatwia się głównie sprawy urzędowe, lecz polskie szkoły, parafie oraz wspomniane harcerstwo, jak i wymienione w dosyć żartobliwym tonie, ale będącymi często centrami informacji dla rodaków za granicą – polskie sklepy. Uczestnicy spotkania podkreślili, że kluczowe w pielęgnowaniu polskości jest przekazywanie tradycji z pokolenia na pokolenie w rodzinach.
Społecznicy wspominali, że w ich diasporach bywa różnie ze świadomością o polskości. Mówił o tym m.in. Lukas. Urodził się w Argentynie, do której wyjechali jego dziadkowie. W Polsce jest drugi raz, wcześniej był kilkanaście lat temu. – Jestem liderem w drużynie harcerskiej ZHP. Ogólnie w Argentynie są jeszcze trzy takie drużyny. Należy do nich około 35 osób, głównie z Buenos Aires. W harcerstwie był także mój tata. Przez niego interesuję się Polską. Ponadto jestem członkiem zespołu pieśni i tańca. Pielęgnujemy polską kulturę, pamiętamy o świętach, historii i tradycjach. Wiele osób z moim kraju nie wie, że ma polskie korzenia lub po prostu nie przywiązuje do tego uwagi. Staram się to zmieniać swoją postawą – powiedział.
Podobne spostrzeżenia miały przedstawicielki innego kraju południowoamerykańskiego – Brazylii. – Jesteśmy bardzo dużą Polonią, ale już trochę zapomnianą. Szacuje się, że jest nas 3-5 mln osób. Jest u nas nawet wioska Áurea, gdzie polski jest językiem urzędowym. Staramy się działać, zrzeszać osoby z polskimi korzeniami. Nie mamy żadnego wsparcia. Wszystko robimy własnym wysiłkiem – przedstawiła sprawę gościni z Brazylii.
Inaczej sytuacja wygląda na Antypodach. – Mamy dużą społeczność. Około 47 tys. Polaków mieszka w moim stanie, czyli Nowej Południowej Walii, w którym jest stolica Sydney. Mieszkam tam od 30 lat. Prowadzę polską szkołę. Dużo jest różnych polskich placówek, klubów i zespołów folklorystycznych rozsypanych po całym Sydney. Dzieci i dorośli mają dużo okazji do podtrzymywania polskiej kultury. Można u nas zdawać maturę z języka polskiego. Są dodatkowe zajęcia w szkole, ale dużą rolę odgrywają rodzice w jego nauce. Zauważam, że w spotkania polonijne mocniej angażują się osoby starsze, które nie mają już tylu życiowych zobowiązań, są na emeryturze. Trochę brakuje nam tej młodej Polonii. Wiadomo, zawsze oczekiwania są duże, ale ogólnie rzecz biorąc, mamy dobrą sytuację – przyznała Elżbieta Cesarska, członki Rady Naczelnej Polonii Australijskiej.
Uczestnicy laboratorium obywatelskiego poznawali także, jak działa w praktyce Bydgoskie Centrum Wolontariatu i Organizacji Pozarządowych.
Zapisz się do newslettera „Bydgoszcz Informuje”!


